przez 6 kontynentow – Marek Marcola

Etiopia zagubiona w czasie i przestrzeni[ Etiopia, 2009]

Przed wyjazdem do Etiopii nawet nie przypuszczałem, że przede mną podróż do kraju tak niezwykłego, że bezapelacyjnie pozostaje na pierwszym miejscu mojej listy najbardziej atrakcyjnych turystycznie państw świata. A co jest jeszcze w pierwszej piątce? Haiti, Nepal, Boliwia i Kambodża. Ktoś powie, że same biedne i zacofane cywilizacyjnie, a są przecież atrakcyjne te wysoko rozwinięte np. Francja, Włochy, Australia czy Japonia. Zgoda, tyle, że ta druga czwórka jest poukładana i przewidywalna, a zwłaszcza skomercjalizowana do szpiku kości. Co innego taka Etiopia. Tu ciągle jeszcze życie toczy się według pradawnych afrykańskich zasad, nieskażonych przez europejskich kolonizatorów. Głównie w tym tkwi jej turystyczna niezwykłość. Jeżeli dodamy do tego liczne jak na Czarną Afrykę zabytki, pradawne chrześcijaństwo, niezwykłych ludzi i malownicze krajobrazy moja fascynacja Etiopią stanie się zupełnie oczywista. Czytaj dalej

Wizyta w sułtanacie[ 2014]

Planując wyjazd do Australii początkowo nie mogłem się zdecydować, którą trasę wybrać, tak dużo było wariantów. Aż zobaczyłem ofertę linii Royal Brunei. Miała na tyle długą przerwę w stolicy Brunei w trakcie połączenia między Singapurem a Melbourne, że można było zrobić wypad do miasta. Już wiedziałem, że muszę koniecznie zobaczyć ten jeden z dwóch sułtanatów w świecie, do tego bajecznie bogaty i położony na  Borneo – a na dźwięk nazwy tej wyspy od razu uruchamia się podróżnicza wyobraźnia. Czytaj dalej

U.S.A. bez wizy[ 2020]

Gdybym się uparł, pojechałbym już dawno. Ale ja powiedziałem sobie, że do Ameryki wybiorę się wtedy, gdy wizy zostaną zniesione. Przez lata wydawało się, że się nie doczekam, aż wreszcie przyszedł ten dzień: 11 listopada 2019 roku. Niemal nazajutrz złożyłem wniosek o tzw. ESTA, a kiedy przyszła akceptacja usiadłem przed komputerem, by kupić bilety lotnicze i autobusowe oraz zarezerwować hotele. Wreszcie w sobotni styczniowy wieczór 2020 wylądowałem na lotnisku Johna Fitzeralda Kennedy,ego. Sympatyczna pani z Immigration zadała mi kilka standardowych pytań i usłyszałem to, na co czekałem tak długo: “Welcome to the Unites States”. Wsiadam do autobusu i docieram na 42 ulicę, gdzie mam zarezerwowane noclegi. Pierwsze wrażenie jest niesamowite: padający śnieg w połączeniu z kolorowymi reklamami i szklanymi drapaczami chmur daje niemal bajkową scenerię, której nigdy nie zapomnę.

Czytaj dalej

W afrykańskim królestwie[ Suazi, 2017]

Do Suazi wjeżdżam od strony RPA. Formalności graniczne są minimalne: wystarczy pokazać paszport i można jechać dalej. Na szczęście to jedno z państw, które nie wymagają od nas wiz. Od początku staram się porównać ten kraik z wielkim sasiadem z zachodu. Już po pierwszych kilometrach widać, że to południowoafrykańska kopia, tyle że uboższa. Gorsze drogi, starsze samochody, wyraźnie ubożsi ludzie. Czytaj dalej

W Ziemi Świętej[ Izrael, Autonomia Palestyńska ]2002]

Mało gdzie na świecie występuje taka osobliwość, jak podczas przejazdu z Jordanii do Izraela. Otóż przy drodze pojawiają się znaki wyznaczające położenie poniżej poziomu morza. Startujemy z Ammanu z 850 metrów na plusie, by dojechać do Jerycha, które leży 258 metrów na minusie, czyli różnica wynosi ponad kilometr. Znaleźliśmy się w największej depresji świata, ale jeszcze nie w jej najniższym punkcie, który stanowi lustro Morza Martwego[ 418 m ppm].

Czytaj dalej

Wenezuela na zakręcie [ 2009]

Wenezuela jest podręcznikowym przykładem kraju, który przed laty osiągnął całkiem przyzwoity poziom życia, a potem spadł w gospodarczą przepaść. Dlaczego? Z powodu populistycznych i nieudolnych rządów. A to przecież kraj z ogromnymi pokładami ropy naftowej. Wydawałoby się, że wystarczy ją wydobywać i sprzedawać, a obywatele będą zadowoleni. No niezupełnie. Kiedyś tak było, o czym świadczą amerykańskie krążowniki szos, wciąż królujące na tutejszych ulicach. Potem jednak do władzy dorwał się Hugo Chavez i… nikt już nie importował z USA Fordów, Chevroletów i Chryslerów. Za to zaczęło brakować papieru toaletowego. Czytaj dalej

Podróż dookoła świata[ 2018]

Nikt chyba nie ma wątpliwości, że objechanie świata dookoła jest w dorobku każdego podróżnika jak Mont Everest dla wspinacza, choć bez takiego wysiłku. Mnie udało się to po bez mała 40 latach, odkąd pierwszy raz wyjechałem za granicę. W październiku 2018 roku z poznanym rok wcześniej w RPA kolegą spotykamy się na warszawskim Okęciu. Wszystko przygotowane – można ruszać. Czytaj dalej

Na końcu świata? [ Nowa Zelandia, 2018]

Bardzo często mówi się, że Nowa Zelandia leży na końcu świata. Pomijając to, że Ziemia jest kulą, a więc nie ma początku i końca, z  europejskiego punktu widzenia może to i prawda. Ale gdy weźmie się po uwagę, że na wschód od tego kraju przebiega linia zmiany daty, temat staje w zupełnie w innym świetle. Gdy tam już jest nowy dzień lub rok, my wciąż tkwimy w starym. Tak, czy inaczej warto tam pojechać, choć wizyta wcale nie pomaga rozstrzygnąć problemu. Przy wjeździe pojawia się za to nowy, choć innej, bardziej praktycznej natury. Do Nowej Zelandii nie wolno generalnie wwozić żadnej żywności, zwłaszcza roślin, ziaren, itp. Jak się już ma coś do jedzenia ze sobą, należy bezwzględnie zgłosić ten fakt celnikowi. Przypominają o tym wielkie tablice, straszące przy tym wysoką karą. Kontrola jest nadzwyczaj szczegółowa, zwłaszcza wobec podróżnych z odległych kontynentów. Moja rada: najlepiej nic nie mieć ze sobą. Czytaj dalej