przez 6 kontynentow – Marek Marcola

Mój pierwszy wyjazd, 1979[ NRD, CSRS]

            Jest wrzesień 1979 roku. Ze Szczecina, gdzie zatrzymałem się kilka dni u moich krewnych, ruszam koleją do Berlina. Przedtem jednak musiałem wyrobić tzw. książeczkę walutową i korzystając z dwuletniego limitu dewiz socjalistycznych, wymienić trochę złotych na marki wschodnioniemieckie. Pociąg pokonuje dystans około 150 kilometrów w 3 godziny licząc odprawę graniczną. Wysiadam na Dworcu Lichtenberg i schodzę do metra. To moja pierwsza podróż takim środkiem transportu, więc wszystko oglądam z największą uwagą. Ówczesne metro berlińskie wydaje się być zastygle w czasie minionym, jakby nic lub bardzo mało zrobiono przy nim od  początków datowanych na 1902 rok. Na powierzchnię wychodzę w samym centrum enerdowskiej stolicy, czy na Alexanderplatz.

Czytaj dalej

Tajlandia razy dwa[ 1997, 2012]

              Akurat mija ćwierć wieku, kiedy po raz pierwszy pojechałem w prawdziwe tropiki, gdzie słońce wisi wprost nad głową, przez cały rok można zapomnieć co to kurtka, a egzotyczny świat dookoła wyciąga z hotelu na całe godziny.  To dobra okazja, by odświeżyć zdjęcia i wspomnienia. Tajlandia, bo o niej mowa, po prostu mnie zauroczyła. Zabytkami, uśmiechniętymi i przyjaznymi mieszkańcami oraz niezwykłą przyrodą. 15 lat później ponownie zawitałem do Tajlandii, ale przejazdem, bo głównym celem była Kambodża. Tym razem zachwyty współtowarzyszy podróży nad urokami starodawnego Syjamu kwitowałem wzruszeniem ramion. Nic szczególnego. Przez ten czas widziałem o wiele więcej ciekawszych miejsc. Ale po kolei.

Czytaj dalej

Kosowo. Czy się bać? 2022

Pod koniec marca 2022 roku, podczas opadającej fali COVID – 19 i w trakcie wciąż gorącej wojny w Ukrainie wybieram się na kilka dni do Kosowa – kraju o niejednorodnych opiniach.  W powszechnym skojarzeniu najbardziej definiują je określenia: wojna, korupcja, skonfliktowane społeczeństwo, handel organami, słaba baza turystyczna, mało do zwiedzania, itd, itp. No cóż, muszę się sam przekonać. Do Prisztiny najłatwiej dostać się przez Wiedeń liniami Austrian, punktualnymi jak przedwojenne Polskie Koleje Państwowe.

Czytaj dalej

Raport z granicy [ 2022]

Od połowy marca 2022 roku co jakiś czas wybieram się jako wolontariusz na granicę. Poniższy raport zawiera uzupełnienia z różnych wyjazdów w okresie ponad 2 miesięcy.

Marcowy piątek 11  i niedzielę 13 marca 22 [ a potem inne dni] spędzam na granicy w Hrebennem wraz z 4 wspaniałymi paniami ze Zwierzyńca i okolic, które zostawiają swe rodzinne obowiązki, by zająć się potrzebującymi. Małgosia, Emilka, Ania i Ela. Na pozór zwykłe dziewczyny, jakich wiele. Ale te są niezwykłe, bo inaczej ich by tu nie było.  Urzędujemy w najpierw dwóch małych, a potem jednym dużym namiocie, nader trafnie nazwanym “NAMIOT NADZIEI”, gdzie uchodźcy w cieple mogą wypić kawę, zjeść kanapkę i poczekać na tych, którzy ich zawiozą dalej w Polskę lub za granicę. Przedsięwzięciem zarządza rada lokalna Rycerzy Kolumba z Tomaszowa Tomaszowa Lubelskiego przy wsparciu Caritas. W dniach 20 – 21 maja 2022 na ogólnopolskiej XII Stanowej Konwencji tej organizacji w Licheniu  tomaszowscy Rycerze otrzymają za to nagrodę główną.  Ten największy na świecie świecki zakon mężczyzn sprowadzony został  do Polski z USA jeszcze przez Jana Pawła Świętego.

Czytaj dalej

Ameryka Centralna podczas pandemii[2022]

           Dobrze jest przepołowić naszą ponurą zimę jakimś wypadem tam, gdzie słońce świeci codziennie, a termometry wskazują o wiele więcej niż 20 stopni Celsjusza. Mi udało się to na przełomie stycznia i lutego 2022 roku mimo pandemii, która wymusiła dodatkowe formalności, jak chociażby rejestracja internetowa czy test przed wjazdem. Z drugiej strony dzięki niej było mniej turystów, a przez to dostęp do różnych ciekawych miejsc był znacznie łatwiejszy. A takich miejsc znalazło się całkiem sporo, bowiem po kolei odwiedziliśmy Panamę, Kostarykę i Nikaraguę, z każdym dniem coraz bardziej przekonani, że wspinamy się jakby po stopniach atrakcyjności krajów.

Czytaj dalej

Do “setki” coraz bliżej [2022]

Po objechaniu świata dookoła moim podróżniczym celem jest odwiedzenie przynajmniej 100 państw świata. Gdyby nie ta wredna pandemia byłbym już pewnie u celu, a tak wciąż tułam się w dziewiątej dziesiątce. A kolejnym wyzwaniem jest Antarktyda.

Czytaj dalej

Na południu Afryki[ 2017]

W czasach PRL kilka obiegowych skrótów krajów od razu zawierało jednoznaczny przekaz skojarzeniowy. USA ? Wiadomo – daleki dobrobyt, RFN – ten bliski, ZSRR z kolei znaczył naszego ciemiężcę. Tylko hasło “RPA” miało wieloraki sens. Z jednej strony przywodziło na myśl ucisk czarnej większości przez Białych, z drugiej najwyższy standard życia na świecie dla Afrykanerów z europejskimi korzeniami. Nie udało mi się dotrzeć na południe Afryki w czasach apartheidu, by samemu ocenić, jak naprawdę było, ale nawet wizyta ćwierć wieku później dała mi wiele do myślenia.

Czytaj dalej

Na herbacianej wyspie[ Sri lanka, 2007]

Jeżeli ktoś nie  lubi hałasu, tłoku i brudu, a chciałby poczuć hinduskie klimaty, powinien wybrać się na Sri Lankę. Nie zobaczy wprawdzie Tadż Mahal czy Gangesu, ale uniknie wspomnianych mankamentów. Po wylądowaniu w połowie grudnia przekonujemy się, że z pogodą coś nie gra: pada deszcz i jest po prostu zimno, choć jesteśmy tak blisko równika. Szybko okazuje się, że sprawcą jest opóźniony monsun. Naszą baza jest miejscowość Beruwala na zachodnim wybrzeżu, obmywanym przez wody Oceanu Indyjskiego.

Czytaj dalej

Północne Indie[ 2013]

Czasem Indie określa się jako subkontynent, gdyż są może nie tyle duże, co klarownie wydzielone w formie półwyspu i ogromnie zróżnicowane. Moja opowieść ogranicza się tylko do północy, czyli małego fragmentu kraju, ale to tam jest stolica, oblegane przez Hindusów Waranasi, no i słynna Agra. To fascynujący kraj, choć bardzo męczący w zwiedzaniu. Pod koniec miałem naprawdę dość tego hałasu, chaosu i tłoku. Raczej się tam ponownie się  nie wybiorę, a przecież są ludzie, którzy byli tam wielokrotnie i planują kolejne podróże. Co takiego jest w tych Indiach? Czytaj dalej