Warszawa ulega dalszemu podziałowi, bo jest za dużo filmów do opisania. I ciągle tam coś kręcą, gdyż plenery dostarczają różnych kontekstów topograficznych: od baroku po współczesność.
Podkarpacie reklamuje się jako “Przestrzeń otwarta” . I rzeczywiście, takie plenery są tu najbardziej w cenie. Zwłaszcza te bieszczadzkie i beskidzkie. Ale nie tylko. Filmowcy upodobali sobie również małe miasteczka, jak Jaśliska, Mrzygłód czy Kalwaria Pacławska oraz te większe, wśród których prym wiedzie malowniczy i zabytkowy Przemyśl. Popularnością cieszy się też Rzeszów, Jarosław, Baranów Sandomierski i Łańcut.
Plenery Bieszczad zamieszczone są w osobnym wpisie.
W Małopolsce jest chyba prawie wszystko, czego mogą sobie zażyczyć twórcy filmowi. Są góry, malownicze rzeki i zbiorniki wodne, urocze miasteczka, no i sam Kraków[ oddzielny wpis] – kwintesencja Polski.
Plenery filmowe Krakowa i Tarnowa są w oddzielnym wpisie
Już dawno Radom stał się synonimem miasta drugiej kategorii – brzydkiego i niewartego uwagi. Ba, często nawet wyśmiewanego. Zupełnie niesłusznie. Wystarczy nawet krótki spacer po Starym Mieście, by przekonać się, że jest urocze, tak bardzo, że nakręcono tu kilkanaście filmów. W jednym z nich uczestniczył nawet brytyjski gwiazdor, John Gielgud.
Gdynia ma co pokazać na ekranie: malowniczy Klif Orłowski, urocze molo, Bulwar Nadmorski oraz efektowny widok na morze i port z Kamiennej Góry. Nic więc dziwnego, że te miejsca widzimy w tak wielu filmach.
W swoich podróżach widziałem większość sztandarowych zabytków świata na wszystkich kontynentach. Jedne zrobiły na mnie kolosalne wrażenie, przy innych poczułem rozczarowanie. Zechcę teraz opowiedzieć o moich odczuciach z zaznaczeniem, gdzie były jakie emocje. Niektóre mogą być zaskoczeniem dla Czytelnika, gdyż są jakby wbrew powszechnym opiniom.