Tym razem, akurat w Święta Bożego Narodzenia 2024, będzie nieco inny temat, choć związany z podróżami. Przez te lata wielokrotnie uczestniczyłem we Mszach Świętych, odprawianych w lokalnych kościołach na sześciu kontynentach, często w innych językach, z których niewiele rozumiałem, a jedynie starałem się rozpoznać główne elementy liturgii. Opiszę niektóre z nich.
Uwaga: część tekstów powstała dawno i została tylko przepisana.
Na Kubie łatwo dostrzec, że kraj ten funkcjonuje w podwójnej rzeczywistości, i to w wielu wymiarach. Z jednej strony jest świat bogatych turystów, których stać na zakupienie drogich[ bardzo!] towarów i usług, mieszkających w wygodnych hotelach i poruszających się luksusowymi autokarami. Na drugim biegunie są zwykli mieszkańcy zarabiający nędzne kilkadziesiąt dolarów miesięcznie i zmagający się ze wszystkimi plagami socjalizmu. A pośrodku lokują się jeszcze Kubańczycy z grubszym portfelem. Ktoś powie, że taki podział jest w zasadzie wszędzie. Zgoda, ale tutaj ma wyjątkowo brzydkie oblicze.
Na koniec podam trochę danych statystycznych sprzed rewolucji. Dają do myślenia…
Nocowałem w 150 obiektach na wszystkich zamieszkanych kontynentach. O różnym standardzie – od tych naprawdę luksusowych do nader skromnych, które raczej bym omijał. Ale innych tam nie było.