Polska. Miejsca mniej znane, a warte odwiedzenia[ 2022]

Każdy z nas trafia od czasu do czasu na takie miejsca, które z różnych przyczyn podobają mu się i zapadają w pamięć. W Internecie pełno jest różnych rankingów, wykazów atrakcji, słowem różnych tekstów, zaczynających się od “naj”. Postanowiłem i ja zrobić coś takiego. Tyle że nie będzie na nim Wawelu, wiaduktów w Stańczykach i latarni w Świnoujściu. Chcę natomiast zaprezentować inne, czasami zupełnie nieznane obiekty, które niesłusznie są pomijane w planach zwiedzania nawet przez wytrawnych turystów. W tym wykazie nie uwzględniam  mojego rodzinnego Roztocza, gdyż ma swój odrębny wpis na tym blogu. Dla orientacji miejsca oznaczone są samochodową literą właściwą dla danego województwa.

&.Piramida w Krynicy[ L]

Nie, nie chodzi tu o tę znaną małopolską Krynicę, tylko o małą wioskę w pobliżu Krasnegostawu na Lubelszczyźnie. Otóż od XVII wieku stoi tam w niepozornym zagajniku ceglana piramida określana jako Grobisko Ariańskie. Miał ją wybudować arianin Paweł Orzechowski z przeznaczeniem na swój pochówek. Budowla jest imponująca- ma około 20 metrów wysokości, grube mury i smukłą sylwetkę. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu była widoczna z daleka, ale las podrósł i ją zasłonił. A w pobliżu warto jeszcze odwiedzić ruiny zamku w Krupem.

&. Kościół z niezwykłą historią w tle[L].

Kościół w Piotrawinie nad Wisłą został wybudowany w stylu gotyckim w połowie XV wieku, jednak tutejsza parafia erygowana została ponoć w 1050 roku. I właśnie XI wieku dotyczy niezwykła historia, która dała nazwę i sławę tej miejscowości. Otóż dobra te kupił biskup krakowski Stanisław, przyszły męczennik i święty. Jednak sprzedawca zmarł, a rodzina zakwestionowała prawdziwość transakcji. Wówczas biskup Stanisław wskrzesił sprzedawcę i  ten potwierdził sprzedaż. Ów rycerz nazywał się Piotr Strzemieńczyk i od jego imienia nazwano wieś. Gotycka świątynia przetrwała do naszych czasów niemal w niezmienionym stanie, choć doznawała niekiedy uszkodzeń, które starannie naprawiano. W XVIII wieku były jednak plany jej rozbudowy o czym świadczą leżące pobliżu elementy kolumn. Na uwagę zasługuje też współczesna kościołowi kaplica. Również piękny gotyk.

&. Pałacyki i dworki Hrubieszowa[ L]

Hrubieszów jest jednym z najciekawszych miast w tej części Polski. Nie dość, że ze śladami wielokulturowości, to jeszcze z uroczą zabudową. Mnie nieodmiennie urzekają stylowe dworki i dwory. Wśród tych pierwszych należy wymienić dom rodzinny Wiktora Zina, bardzo niegdyś popularnego architekta prowadzącego program telewizyjny “Piórkiem i węglem” . Większe obiekty reprezentuje kilka dworów, jak np. Kieswetterów[ zdjęcie], Gołakowskich, Koryckich, a przede wszystkim muzealny Du Chateau. W Hrubieszowie jest jeszcze jedna osobliwość, tym razem o posmaku orientalnym. Otóż zespół miejscowych kramów nazywany jest “Sutki”, co najprawdopodobniej wywodzi się od arabskiego określenia souk, czyli targowisko. Coś w tym jest, bo wąskie przejścia pomiędzy szpalerami murowanych kramów jako żywo przypominają bliskowschodnie oryginały.

&.Kościół prymasa Uchańskiego w Uchaniach[ L].

Ktoś mógłby powiedzieć złośliwie, że tak piękny kościół powinien stać w bardziej eksponowanym miejscu niż w zagubionych na Ziemi Hrubieszowskiej Uchaniach. Ale właśnie Jakub Uchański tu się urodził i potem doszedł do wielkich godności kościelnych i świeckich – był m.inn. dwukrotnie interrexem czyli zastępował monarchę w czasie bezkrólewia. W 1575 roku zdecydował się na odbudowę  zniszczonej  kilkadziesiąt lat wcześniej przez Tatarów późnogotyckiej świątyni. Tyle że nadano jej szaty tzw. renesansu lubelskiego, który charakteryzował się głównie bogatymi zdobieniami sklepienia. Z zewnątrz kościół urzeka spokojem bryły, zaś wewnątrz pięknymi nagrobkami zmarłych z rodu Uchańskich, a także dwiema przeciwległymi kaplicami: Matki Boskiej Łaskawej i Św. Anny. Urodę świątyni podkreśla położenie wśród dorodnych drzew.

&. Secesja w Mycowie [ L]

Kto by się spodziewał, że we wsi Myców, położonej na południu Lubelszczyzny tuż przy granicy z Ukrainą można zobaczyć taką perełkę architektoniczną. Mowa o kaplicy grobowej Hulimków, którą wybudowano w 1900 roku według projektu architekta Władysława Sadłowskiego, autora m.inn. gmachu Dworca Głównego we Lwowie. O oprawę dekoracyjną zadbał Alojzy Bunsch, prywatnie szwagier architekta i ojciec pisarza Karola Bunscha. Mówiąc inaczej kaplica jest dziełem spółki rodzinnej. Jeżeli ktoś gustuje jednak w tradycyjnej architekturze, związanej blisko z dziejami tej ziemi, powinien odszukać pobliską cerkiew grekokatolicką pod wezwaniem Świętego Mikołaja.

&. Wilk płodności[ L].

W Kolonii Kryłów, blisko ukraińskiej granicy, stoi obok siebie niezwykła para: Święty Mikołaj i … wilk[ zdjęcie]. Święty, czczony szczególnie w Kościele Wschodnim, jest patronem trzody i inwentarza, a więc na terenach rolniczych postać jak najbardziej odpowiednia. Ale wilk? Według wierzeń ludności miejscowej miał on moc leczenia różnych schorzeń, w tym niepłodności. Pragnąca dziecka kobieta powinna usiąść na nim nago, a następnie zanurzyć się w pobliskiej sadzawce przyrównywanej do  jerozolimskiej Betesdy. Cos w tym jest – grzbiet wilka jest wypolerowany jak wycyklinowana podłoga! Dziś już zapomniane, w XIX wieku miejsce to było ogromnie popularne wśród prawosławnych i katolików, w 1911 roku nawet rozgorzała między nimi walka, kto ma mieć pieczę nad uroczyskiem. Pisze o tym hrubieszowianin Profesor Wiktor Zin.

&. Zamek wraca do Polski![ L].

W 1987 to była sensacja: Związek Radziecki coś oddał a nie wziął. Otóż przedmiotem narodowej radości była wyspa na Bugu w Kryłowie w gminie Mircze z pozostałościami zamku Ostrorogów z XVI wieku[ zdjęcie]. Do tego czasu prawna sytuacja była nieuregulowana- była to jakby ziemia niczyja. Normalnie wstępu nie było, ale polscy naukowcy przeprowadzali czasami tam badania. Wreszcie ZSRR zgodził się na oddanie terenu Polsce, na co pewnie miała wpływ zmiana przepływu głównego nurtu rzeki z zachodniego na wschodni.  Wnet wybudowano most i … zaczęło się. Całe tabuny ludzi[ w tym niżej podpisany] chciały zobaczyć kawałek II RP, który wrócił do Macierzy. Pogranicznicy zrazu zabraniali twierdząc, że to strefa przygraniczna, ale wobec naporu ludzi, dali spokój.

&. Zwieńczenia krzemieńskie [ L]

Baczny obserwator kulturowej spuścizny powiatu janowskiego zwróci uwagę na oryginalne zwieńczenia drewnianych krzyży. Te ażurowe i misternie wykute z metalu dzieła na ogół zawierają motyw koguta i półksiężyca. W I połowie XX wieku wykonywał je utalentowany kowal ze wsi Krzemień Jan Paryś. Ponieważ jego wyrobu znajdowały powszechne uznanie, szybko pojawili się naśladowcy, na ogół już nie tak uzdolnieni. Do dziś w okolicy zachowało się prawie 50 takich obiektów, w tym jeden w samej wsi Krzemień. A wieś ta leży przy unikalnej drodze krzyżowej z Frampola do Janowa Lubelskiego. Na odcinku 18 kilometrów znajduje się przy niej 60 różnych małych form sakralnych, a więc krzyży oraz mniejszych i większych kapliczek. Wiąże się to z sanktuarium Matki Bożej Różańcowej Łaskawej  w stolicy powiatu.

&. Kryte schody kościelne.[L]

Na Lubelszczyźnie najbardziej znane zadaszone schody prowadzą do kościoła reformatów w Kazimierzu Dolnym. Liczą sobie 60 stopni. Jednak rekord, jeżeli chodzi o długość należy do kościoła Bernardynów w Radecznicy. Aby tam się dostać trzeba pokonać aż 102 trepy. Rzecz jasna można na górę wjechać samochodem, ale wtedy wygodnisia omija nie tylko trud wspinaczki, ale również możliwość obserwacji tego niezwykłego obiektu. A robi kolosalne wrażenie! Podobny zabytek jest jeszcze w Częstoborowicach w powiecie świdnickim, gdzie wiernych czy turystów, zamierzających odwiedzić XVII wieczny kościół Świętych Apostołów Piotra i Pawła[ zdjęcie] czeka wspinaczka po 40 stopniach.

&. Tintoretto w Tarnogrodzie[L]

Barokowy kościół parafialny w Tarnogrodzie ma na swym wyposażeniu dwa niezwykłe obrazy Świętych Janów: Chrzciciela i Ewangelisty. Ich autorem jest Domenico Tintoretto, syn słynnego Jacopa. Skąd one się tu wzięły ?  Otóż w XVIII wieku do Tarnogrodu przeniesiono ołtarz z kolegiaty zamojskiej, wykonany w poprzednim stuleciu, a wraz z nim bezcenne obrazy zamówione w Wenecji przez Jana Zamoyskiego. O tym, że obrazy są niesprzedawalne w Polsce i trudne do wywiezienia za granicę nie wiedzieli złodzieje, którzy je ukradli we wrześniu 1994 roku. Na szczęście było to jeszcze przed przystąpieniem Polski do strefy Schengen. Malowidła odnaleziono po 7 latach w opuszczonej zagrodzie wiejskiej w okolicach Radzynia Podlaskiego. Czy dzisiaj w dalszym ciągu wiszą oryginały czy ich wierne kopie? Nie wiem i nie chcę tego nie wiedzieć.

&. Unikalne skrzyżowanie[ L].

Nie ma drugiego takiego skrzyżowania w Polsce. W Wólce Orłowskiej pod Izbicą  przepływa rzeka Wieprz, a nad nią krzyżuje się linia kolejowa i droga. Wieprz zmierza do Wisły. Wspomniana linia kolejowa prowadzi z Bełżca do Rejowca, zaś droga krajowa Nr 17 wiedzie od przejścia granicznego polsko – ukraińskiego w Hrebennem do Warszawy. Najprawdopodobniej znakomita większość podróżnych mijająca to miejsce nie ma świadomości jego unikalności.

&. Drogowy pomnik[L]

Chyba mało który z  podróżnych przejeżdżających  drogą krajową Nr 17 przejeżdża obojętnie po pochyłości w okolicach Łopiennika, akurat w połowie drogi między Zamościem a Lublinem. Niesłusznie. Otóż po zachodniej stronie jezdni na usypanym wzgórzu znajduje się kamień z ciekawymi napisami[ zdjęcie]. Możemy się z nich dowiedzieć kto projektował drogę i kiedy ją wykonano[VII. 1834 – IX.1835]. Nie podano tylko kto ją otwierał. Dzisiaj to jest najważniejsze…

&. Żydowskie miasteczko[L]

Na południe od Krasnegostawu, przy wspominanej tu drodze krajowej Nr 17 znajduje się Izbica. W 1750 roku starosta tarnogórski założył ją wyłącznie dla ludności żydowskiej niemile widzianej gdzie indziej. Aż do I wojny światowej mieszkało ich tu 100 %, zaś w okresie międzywojennym – 92. Od początku nie było tu kościoła katolickiego i tak jest do dzisiaj. Chrześcijanie uczęszczają do świątyni w sąsiedniej Tarnogórze. W Izbicy w dalszym ciągu można znaleźć ślady dawnych mieszkańców. Należą do nich np. domy z tzw. kuczką[ zdjęcie]. Otóż wyznawcy judaizmu powinni spędzić 7 dniowe święto Sukkot w szałasie na pamiątkę pobytu na pustyni. W naszym klimacie było to raczej trudne w okresie września i października, kiedy przypada to święto. Wykorzystywano więc stałe, zabudowane konstrukcje, w których dachy powinny być rozsuwane, ale różnie z tym bywało. Czasami musiał wystarczyć zwykły balkon.

&. Najdłuższy kanał[ L].

Mało kto wie, że najdłuższym kanałem w Polsce jest ten, który łączy Wieprz i Krznę. Rozpoczyna się koło miejscowości Borowica w rejonie Krasnegostawu, a kończy w pobliżu Międzyrzecza Podlaskiego i ma 140 km długości, 7 m szerokości i 1,6 m głębokości. Wybudowano go na przełomie lat 50. i 60. XX wieku. W założeniu miał spełnić dwa przeciwstawne sobie cele: doprowadzić wodę z Wieprza tam, gdzie jest jej za mało i osuszyć tereny podmokłe. Skończyło się na tym, że zdegradował środowisko naturalne  na terenie i w pobliżu obecnego Polskiego Parku Narodowego. Miał też poprawić wielkość zbiorów z terenów zmeliorowanych, ale i z tego niewiele wyszło. Za to na zdjęciach prezentuje się całkiem nieźle.

&. Jeziorzany skarb drewniany[ L].

Jeziorzany, położone na północ od Lublina to kolejne miasteczko, które mnie urzekło. Pełne drewnianej zabudowy, i to w dobrym stanie, tak jakby stanowiło scenografię filmu, którego akcja toczy się w dwudziestoleciu międzywojennym. Wzdłuż ulic stoją w układzie szczytowym tradycyjne drewniane domy, często zdobione okiennicami i gankami[ zdjęcie]. W tym drewnianym królestwie kościół jest murowany, choć zrazu też był drewniany, ale potem go… obmurowano od zewnątrz i wewnątrz. Jego początki sięgają XVII wieku, czyli  okresu baroku, lecz teraz trudno jednoznacznie określić jego styl, gdyż ulegał przebudowom. Jest po prostu eklektyczny.

&. Skarpa z widokiem[ L]

Bezpośrednie okolice Kazimierza Dolnego są doskonale znane i obchodzone przez licznych turystów. Ale trochę dalej? Na południe od Męćmierza znajduje się tzw. Skarpa Dobrska, wywodząca swą nazwę od pobliskiej miejscowości Dobre. W 1991 roku utworzono tam krajobrazowy rezerwat przyrody i … wiadomo o co chodzi. Ze szczytu stromej skarpy, wznoszącej się 85 metrów ponad dolne partie roztacza się fantastyczny widok. Na Małopolski Przełom Wisły, Janowiec z zamkiem i dalszą okolicę. Flora? Jak łatwo zgadnąć, jest to idealne miejsce dla muraw kserotermicznych lubiących nasłonecznione zbocza, poza tym rośnie tam 19 różnych roślin chronionych. Fauna? Entomolodzy będą w swoim żywiole. Jest tu ponoć 1200 gatunków motyli!

&. Skarpa Nr 2[ L].

Po przeciwległej stronie Lubelszczyzny, jakby po przekątnej, leży inna skarpa – Dobużańska. Tym razem nazwę dała wieś Dobużek w gminie Łaszczów. Nie jest tak imponująca, jak ta nadwiślańska, bo mierzy sobie ledwie 30 metrów wysokości względnej, ale widokom z niej też nic nie można zarzucić. U jej stóp płynie rzeka Huczwa, a zbocza porasta roślinność kserotermiczna, typowa również dla stepów. To akurat nie powinno zaskakiwać, gdyż Skarpa Dobużańska leży na Grzędzie Sokalskiej, blisko granicy z Ukrainą. Naukowcy określają  tamtejsze siedlisko jako pontyjskie, czyli czarnomorskie Z kolei archeolodzy nie tak dawno odkryli tam ślady osadnictwa datowane na V-IV tysiąclecie przed naszą erą.

&. Kościół ze świecami[L].

Parafia Świętego Leonarda w Tyszowcach ma długą historię, bo sięgającą początku XV wieku. Ale obecny kościół[ zdjęcie] jest dużo młodszy – wybudowano go w latach 1865 – 70. Projektantem był nie byle kto, tylko sam Henryk Marconi, autor znanych obiektów warszawskich, jak Dworzec Wiedeński, kościół Karola Boromeusza na Woli czy Hotel Europejski przy Krakowskim Przedmieściu. Jeżeli chodzi o świątynię tyszowiecką to nie mógł zobaczyć efektów realizacji swej wizji, gdyż zmarł dwa lata wcześniej niż rozpoczęto budowę. W środku jest dużo elementów wyposażenia z poprzednich obiektów sakralnych, wiek czy dwa starszych, jak ołtarze, obrazy, kielichy, ambona i chrzcielnica. Ale największą uwagę przyciągają gigantyczne świece, ponoć najwyższe w świecie, mierzące do 5 metrów wysokości. Wciąż odlewa się je na pamiątkę wydarzenia z czasów potopu szwedzkiego, kiedy oblegający podarowali obrońcom wielkie świece z nadzieją, że je zapalą. W środku był proch. Nie udało się. Tyszowce są znane także z butów, zwanych tyszowiakami. Mają tę właściwość, że nie trzeba się zastanawiać: lewy czy prawy. Pasują naprzemiennie.

 

&. Wieprz przy Wieprzu[ L].

Rzeka Wieprz jest najważniejszą rzeką Lubelszczyzny, oczywiście nie uwzględniając Wisły i Bugu, ale one są “lubelskie” tylko w połowie. Wypływa w okolicach  wsi o nazwie Wieprzów Tarnawacki, a do Wisły wpada w pobliżu Dęblina po pokonaniu ponad 300 kilometrów. I tam jest już naprawdę szeroka.  Skąd ta niebanalna nazwa? Otóż wedle legendy, do źródeł miał się dokopać[ czy bardziej “doryć” ]wieprzek z pobliskiej hodowli – stąd nazwa. Dlatego też przy tzw. Wieprzowym Jeziorze, skąd rzeka staruje, ustawiono pomnik tego sympatycznego i pożytecznego zwierzęcia[ zdjęcie]. Co ciekawe jest jeszcze rzeka Wieprza, płynąca przez Pomorze i uchodząca do Bałtyku w Darłówku.

&. Kolejowa układanka w okolicach Hrebennego[ L]

Zmiany granic po II wojnie światowej poszatkowały sieć kolejową w okolicach Hrebennego. Przedtem było wszystko jasne: w Rawie Ruskiej krzyżowały się linie Lwów – Rejowiec i  Munina- Sokal, ale Rawa znalazła się po wschodniej stronie granicy. Z kolei przez 6 lat w Polsce był jeszcze Bełz i Sokal. Aby połączyć te miasta z resztą kraju w 1949 wybudowano łącznik do Uhnowa i pociągi kursowały do stacji Sokal Zabuże, czyli w okolice słynnego klasztoru Bernardynów. Jednak w wyniku wymiany terytoriów przygranicznych w 1951 roku Polska oddała Sokalszczyznę w zamian za tereny wokół Ustrzyk Dolnych. Niepotrzebną linię rozebrano. Do dzisiaj pozostał po niej nasyp kolejowy[ zdjęcie]. W 1955 roku zrobiono inne połączenie, tym razem na zachód od Hrebennego – do stacji Werchrata, co umożliwiło przejazd do Muniny na tzw. Linii Galicyjskiej z Przemyśla do Krakowa. Kolejne lata dopisały ciąg dalszy to tej kolejowej historii pogranicza. W latach 90.XX wieku z Bełżca kursował do Rawy Ruskiej pociąg pasażerski. Po istniejącym wciąż polskim torze.

&. Prosty gościniec[ L]

Jeszcze nie tak dawno, wiele dróg było w naszym kraju nieutwardzonych, do których przylgnęła nazwa “polska droga”. Jedną z nich jest tzw. “Gościniec Janowski” lub “Biłgorajski” nazywany w zależności od kierunku poruszania się. W znakomitej większości prowadzi on przez lasy[ zdjęcie]. Nie byłoby może w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że na odcinku 22 kilometrów jest idealnie prosty. Widać to doskonale na mapie, ale i w terenie, choć mało używany trakt traci powoli swą klarowność i przejezdność. Droga asfaltowa pomiędzy tymi miastami prowadzi przez Frampol, czyli trochę dookoła.

&. Kładka na torfowiskach[L]

Turyści, którzy zawędrują do rezerwatu “Obary” pod Biłgorajem mogą poczuć się jak w Poleskim czy Biebrzańskim Parku Narodowym. Otóż w głąb podmokłego terenu prowadzi drewniany pomost w układzie kanciastej litery “C”[ zdjęcie]. Można wejść z jednej strony, a wrócić z drugiej obserwując przy okazji topiel po obu stronach kładki. Rezerwat ustanowiono w 1975 roku na terenie Puszczy Solskiej, drugiego w Polsce pod względem powierzchni zwartego kompleksu leśnego. Ma łącznie 124 tys. hektarów. Oznacza to, że wchodząc w las w okolicy Narola można dojść – nie wychodząc z niego, a jedynie przekraczając drogi – w tym S 19 – na wał wiślany w okolicach Sandomierza. To jakieś 120 kilometrów!

&. Zamojski wzorzec hektara.[ L].

Zamość wśród miejsc mało znanych? W pewnym sensie. Chodzi o parę ciekawostek, na które nie wszyscy zwracają uwagę. Rynek Wielki ma wymiar 100 x 100 metrów, zatem jeżeli ktoś chce sobie klarownie wyobrazić powierzchnię jednego hektara ma tutaj dobrą okazję. Wbrew obiegowej opinii miasto jest bardziej manierystyczne, niż renesansowe. A manieryzm lubił zaskakiwać i nie trzymać się uparcie symetrii, proporcji i utartych schematów. Przykłady?  Ratusz nie stoi na środku rynku,  jak go zwykle lokowano w innych miastach lecz w jednej pierzei, i to nawet nie na jej środku. Poza tym nie jest symetryczny względem wejścia. Różnica wynosi ponad metr. I jeszcze coś. Używa się czasami określenia, że Zamość jest” Padwą Północy”, choć naprawdę jego bliźniakiem jest miasto Sabbioneta we Włoszech, z lepiej zachowanymi murami, ale z mniej uroczym wnętrzem.

 

&.Tunel kolejowy pod Szklarami[ R]

Przejażdżka wąskotorówką zwaną oficjalnie Przeworska Kolej Dojazdowa to trochę podróż w czasie. Po drodze mija się stare stacje jakby wprost rodem z czasów Austro – Węgier, żelazne i kamienne mosty i tunel. I właśnie o niego mi chodzi. Leży pomiędzy wsiami Jawornik Polski i Szklary mierząc sobie aż 602 metry. Podróżni mogą sobie wysiąść z pociągu i zanurzyć się choć na chwilę w jego czeluści. Jest co oglądać. Gwoli uzupełnienia należy dodać, że linia o długości 46 kilometrów została oddana do użytku w 1904 roku głównie w celu transportu buraków do cukrowni w Przeworsku. Obecnie poczciwa ciuchcia przewozi turystów. Nie wolno też przegapić samego Przeworska! To miasto naszpikowane cennymi zabytkami, nawet spod znaku gotyku.

&. Ohel w Leżajsku[ R]

Katolicy kojarzą Leżajsk z przepiękną bazyliką, otoczoną wraz z klasztorem Bernardynów wyniosłymi murami obronnymi przez co wygląda jak mniejsza siostra Jasnej Góry. Jednak to nie architektura przyciąga tu tysiące pielgrzymów lecz cudami słynący obraz Matki Boskiej Pocieszenia. Nie bez znaczenia jest także uczestnictwo we Mszy Świętej przy akompaniamencie wspaniałych organów, które z powodzeniem równać się mogą z tymi słynnymi oliwskimi. Z kolei dla  Żydów z całego świata Leżajsk to miejsce pochówku  Elimelecha Weissbluma, słynnego chasydzkiego cadyka. Przy jego ohelu, czyli grobowcu w rocznicę śmierci zbierają się rzesze starozakonnych z różnych zakątków Europy, Azji i Ameryki Północnej licząc na wysłuchanie zanoszonych doń próśb. Wśród nich trafiają się międzynarodowe sławy jak piosenkarka Madonna i aktorka Demi Moore.

&. Pruchnik nie próchnieje[ R].

Ilekroć jestem w okolicy Jarosławia staram się zajrzeć do Pruchnika. Odkąd trafiłem tam pierwszy raz ze trzy dekady temu jestem wielkim miłośnikiem tego miasteczka. Ktoś zapyta: a cóż tam jest takiego wyjątkowego? Odpowiem: Cudowna drewniana zabudowa wokół rynku, na którą składają się urocze domy podcieniowe[ zdjęcie] . Jedynym dysonansem jest ratusz. Pamiętam go jeszcze przed przebudową. Wtedy była okazja, żeby dostosować go do otoczenia. Wystarczyło rozejrzeć się dookoła. Ale projektant tego nie zrobił i w środku XIX wiecznej galicyjskiej miejscowości stoi budynek z XXI stulecia. Szkoda. Co ja na to? Odwracam się tyłem do nowoczesności i sycę wszystkie zmysły śladami przeszłości.

&. Relikt architektury w Beskidzie Niskim[ R].

Podobną zabudową mogą pochwalić się Jaśliska. Tu też pełno jest drewnianych domów lecz kościół – podobnie jak w Pruchniku – jest murowany, z cudownym obrazem matki Bożej, koronowanym przez Jana Pawła Świętego. Spacerując przez Jaśliska chodzi się niby do przodu, ale każdy krok wśród zabytkowych budynków o konstrukcji przysłupowej jest jakby krokiem wstecz do czasów minionych. Magia otoczenia działa. Lokalną osobliwością są kilkusetletnie piwnice ukryte pod budynkami w rynku.

&. Relikwie w Bielinach[R]

Mało kto wie, że w sanktuarium Św. Wojciecha w Bielinach w gminie Ulanów jest około 90 różnych pamiątek po Świętych.  Przechowywane są tu m.in. relikwie Andrzeja Boboli, Jana Nepomucena, Stanisława Kostki, Jana z Dukli, Stanisława Biskupa i Męczennika, siostry Faustyny[ zdjęcie], Rity, Szarbela, Ojca Pio i nawet Maksymiliana Kolbego. Ktoś może powiedzieć jakie mogą być pamiątki po zakonniku z Niepokalanowa skoro został zagłodzony i potem spalony w Oświęcimiu. Otóż są. Włosy, które zachowały się po ostrzyżeniu podczas aresztowania. Skąd one wszystkie się tu wzięły? Otóż tutejsza parafia ma rodowód sięgający 1241 roku, choć kościół datowany jest na 1770 rok. Był więc czas by nieco zebrać. Ale największe zasługi w tym dziele położył proboszcz Jan Jagodziński, który od 1990 roku intensywnie zabiegał o kolejne relikwie. Aż zrobił się zbiór, którego mogłaby pozazdrościć niejedna katedra.

&. Miasto flisaków[R]

Ulanów od dawna jest na mojej liście miasteczek, do których chętnie zaglądam. Dlaczego? Malownicze położenie w widłach Tanwi i Sanu, a do tego pyszna drewniana zabudowa oraz dwa cenne kościoły. Też z drewna. Pierwszy z tych kościołów, parafialny pod wezwaniem Świętych Barbary i Jana Chrzciciela reprezentuje tradycyjny styl budownictwa, natomiast drugi – Świętej Trójcy, zwany Flisackim- ma bardziej wyszukaną bryłę. [ zdjęcie]. Z tymi świątyniami idealnie komponują się śliczne domki, zamieszkałe kiedyś przez flisaków. No bo Ulanów to bezapelacyjna stolica flisactwa polskiego. I to już od XVII wieku. Miejscowi flisacy trudnili się spławem tratwami różnych dóbr do Gdańska. Wracali pieszo…Ostatni spław odbył się w 1968 roku. W latach 90.XX wieku nawiązano do tej pięknej tradycji zakładając Bractwo Flisackie, dzięki czemu turyści mogą sobie popływać na tradycyjnych galarach, czyli łodziach płaskodennych.

&. [Prawie] stracona szansa Mrzygłodu[R].

Była szansa, żeby podsanocki Mrzygłód stał się polskim odpowiednikiem węgierskiego Hollókő, czyli tradycyjnej wsi wyglądającej jakby sprzed wieku. Wsi która pełna jest turystów, a mieszkańcy czerpią z tego określone profity. Dlaczego właśnie Mrzygłód? Otóż to dawne miasto przez wiele dziesięcioleci miało zastopowane nowe budownictwo dzięki czemu przetrwało do całkiem niedawna w pierwotnej, międzywojennej postaci. Powodem tego były plany spiętrzenia wody na Sanie, przez co Mrzygłód i okoliczne miejscowości znalazłyby się pod wodą. Kiedy dotarłem tam w latach 90.XX wieku stanąłem na rynku jak zaczarowany- więc są jeszcze takie miejsca . Potem było już coraz gorzej. Do Mrzygłodu zaczęły docierać wszystkie plagi trapiące obiekty stylowe i zabytkowe: plastikowe okna, siding i betonowe płoty. Wygląda na to, że szansa na drugie Hollókő przepadła. Szkoda.

&. Droga krajowa Nr 28[R]

Według mnie droga krajowa Nr 28 na odcinku Przemyśl – Sanok należy do najbardziej atrakcyjnych dróg Podkarpacia i Polski. Pierwszym punktem, gdzie warto się zatrzymać startując z północy jest Krasiczyn z przepięknym renesansowo – manierystycznym zamkiem. I parkiem. Drugim to rezerwat “Krępak” przed wsią Korzeniec. Jest tam wszystko to, co najbardziej lubią poszukiwacze wyzwań bez względu na sześć pierwszych cyfr z systemu PESEL: mostki, kładki, strome podejścia i zejścia. Następny znajduje się przed wsią Kuźmina na szczycie wzniesienia urządzono parking[ zdjęcie]. Miejsce wybrano doskonale, bo można stąd zobaczyć Pogórze Przemyskie w całej krasie. Zwłaszcza jesienią. Kolejny przystanek na całej 60 kilometrowej trasie koniecznie trzeba zrobić za wsią Tyrawa Wołoska, już w Górach Słonnych. Tam też jest parking widokowy z jeszcze lepszą panoramą, gdyż obejmuje ona nie tylko Góry Sanocko – Turczańskie, ale i kultowe Bieszczady. Odpoczynek przyda się kierowcy, gdyż czeka go zjazd po jednych z najbardziej wymagających serpentynach przed wsią Wujskie.

&. Tak różne Bieszczady[ R].

Baczny obserwator, przebywający w Bieszczadach czy Górach Sanocko – Turczańskich[ swoją drogą często mylonych ze sobą], zauważy pewną różnicę w terenach leżących po obu stronach Sanu. Na tych wschodnich spotkać można zabytkowe cerkwie, jak np. w Smolniku, Równi czy Hoszowie[ zdjęcie] lub tradycyjne chałupy, chociażby w Michniowcu i Bandrowie Narodowym. Na zachodnich jest kulturowa pustynia. Próżno szukać w Wetlinie czy Cisnej czegoś starszego niż 65 lat. Z czego to się wzięło? Otóż do 1951 roku ta pierwsza część znajdowała się w ZSRR, a dopiero 6 lat po wojnie wróciła do Polski w zamian za fragmenty Sokalszczyzny. Natomiast druga doświadczyła skutków akcji “Wisła” w wyniku której ludność wysiedlono, a wsie spalono.

&.Kamień Leski[R].

Wbrew nazwie nie znajduje się w Lesku tylko w miejscowości Glinne, w Górach Sanocko – Turczańskich. Ta skała wystająca 20 metrów ponad otoczenie od dawna fascynowała miejscowych  i przybyszów, a wśród nich ludzi pióra, m.inn. Aleksandra Fedro i Oskara Kolberga. Jak się łatwo domyślić stanowi wyzwanie dla osób parających się wspinaniem, jest też nader wdzięcznym obiektem fotograficznym i… miejscem schadzek.[ zdjęcie]

&.Jedyna taka cerkiew.[R].

We wsi Dobra Szlachecka w gminie Sanok znajduje się cerkiew, nie mająca odpowiednika nigdzie indziej. Otóż w jednym obiekcie są tam dwie cerkwie. Pierwsza, ta główna, datowana jest na 1879 roku i ma za patrona Świętego Mikołaja. Zbudowana została z drewna w miejscu starszej, XV wiecznej, w klasycznym układzie trójdzielnym, czyli z wyraźnym podziałem na  sanktuarium, nawa i babiniec, które przykrywają oddzielne kopuły. A tę drugą zlokalizowano na drugiej kondygnacji w dzwonnicy, będącej jednocześnie bramą. Jest o dwa wieki starsza i stanowiła sposób na obejście pewnego zakazu, obowiązującego w Kościele Wschodnim. Otóż przy jednym ikonostasie można było odprawiać tylko jedną Eucharystię dziennie. Zakaz zniesiono w 1720 roku podczas synodu w Zamościu.

&. Miasto Stalowa Wola[R]

Wiele osób może być zaskoczonych umieszczeniem w tym wykazie osobliwych i atrakcyjnych miejsc właśnie Stalowej Woli. W powszechnej opinii miasto należy do tych, gdzie lepiej dodać gazu i jak najszybciej je minąć. Zupełnie niesłusznie, chociaż zgodzę się, że obiekty powstałe w PRL są bez większej wartości. Poza  bazyliką Matki Bożej Królowej Polski, która nieodmiennie przyciąga mój wzrok.  Na największą uwagę zasługują dzielnice z II RP, kiedy miasto rodziło się. Warto pospacerować wśród dobrze rozplanowanych ulic, gdzie na szczęście zachowano wiele sosen z wykarczowanego w latach 30. XX wieku lasu i wyławiać prawdziwe perełki, jak np. budynek Naczelnej Dyrekcji Huty, zaliczany do czołowych osiągnięć Art Deco w Polsce[ zdjęcie].Jakby komuś było wciąż mało wrażeń z modernistycznej Stalowej Woli, może zajrzeć jeszcze do znajdującego się w jej granicach Rozwadowa, gdzie jest zamek, zabytkowe kościoły i wiekowy dworzec kolejowy.

&. Strażnica kolejowa w Chodaczowie[ R]

Przy moście kolejowym nad Wisłokiem, na trasie z Przeworska do Rozwadowa znajduje się mało znana strażnica wybudowana w 1905 roku. W założeniu miała bronić przeprawy przed atakiem konnicy rosyjskiej. Jednak takiemu atakowi się nie oparła już zaraz na początku I wojny światowej. W czasie kolejnej wykorzystywana była przez Niemców. Jest jedną z dwóch ocalały tego typu obiektów spośród 30 wybudowanych w Galicji przez Austriaków. Druga – bardzo podobna –  znajduje się w Tarnowie nad rzeką Białą. W ostatnich latach strażnica chodaczowska została odrestaurowana, ale [zdjęcie] pokazuje jeszcze stan poprzedni. Będąc w tej okolicy warto zajrzeć do pobliskiej Sieniawy, gdzie godne uwagi są obiekty: kościół parafialny, ratusz i pałac Sieniawskich.

&. 5 sosen w jednym drzewie[ R].

Jeżeli przeprowadzono by konkurs na najbardziej oryginalną nazwę gminy w Polsce gmina Wielkie Oczy miałaby pewne miejsce na podium. Leży w powiecie lubaczowskim na Podkarpaciu i może się pochwalić  nie tylko zabytkami, ale i rzadką osobliwością przyrodniczą. Jest nią 5 sosen, które wyrastają z jednego pnia[ zdjęcie]. W XVIII wieku w tym miejscu miała objawić się Matka Boża dzieciom. Wówczas wytrysnęło tam źródło, a potem postawiono kaplicę. Na uwagę zasługuje także siedziba władz samorządowych, dawne miasto o typowym charakterze trójkulturowym, o którym zaświadczają kościół, synagoga i cerkiew.

&. Nieukończona linia kolejowa[ R].

W latach 1976 – 79 wybudowano tzw. Linię Hutniczo – Siarkową o rozstawie 1520 mm, która była przedłużeniem sieci kolei radzieckich. Jak sama nazwa wskazuje w jedną stronę zamierzano transportować siarkę z Tarnobrzega, w przeciwną rudę do wybudowanej właśnie Huty Katowice. Obie bezsensowne inwestycje przyczyniły się walnie do kryzysu gospodarczego i odejścia od władzy Edwarda Gierka. Powinien wtedy raczej zdecydować o uruchomieniu produkcji nie stali, ale papieru toaletowego, którego notorycznie brakowało. Budowano w trybie ekspresowym: w ciągu 3 lat powstało prawie 400 km torów od Hrubieszowa do Sławkowa. Marnotrawstwo było koszmarne, ludzie do dziś pamiętają o jego przykładach, jak np. pracownik budowy poszedł do wojska na 2 lata i pozostawił jakąś maszynę na podwórzu. Jak wrócił, w dalszym ciągu tam była. Albo zasypywano sprzęt, który uległ awarii i zamawiano nowy. Kupowany za cenne dewizy. LHS przecina Roztoczański Park Narodowy na pół, choć była możliwość jego ominięcia. No i budowa wciąż jest nieukończona.  W Bojanowie w okolicy Stalowej Woli można zobaczyć betonowe elementy, które miały być wiaduktem[ zdjęcie]. A zaplanowany  45 lat temu wiadukt w miejscowości Zarzecze pod Niskiem wykonano dopiero niedawno.

&. Zbieg Wisły i Sanu[R].

W gminie Radomyśl znajduje się świetny punkt widokowy do podziwiania miejsca połączenia dwóch dużych rzek: Wisły i Sanu[zdjęcie]. Wprawdzie po południowej stronie Sanu, w gminie Gorzyce też można sobie popatrzeć na połączenie wód obu rzek, ale widok jest lepszy od północy . Trochę z tym jest tak, jak z wodospadem Niagara: jest na granicy USA i Kanady lecz od strony kanadyjskiej[ również północnej!] panorama jest lepsza. Nawet na mapach Google zaznaczono punkt radomyski. I napisano, że czynny całą dobę. Poza tym warto pamiętać, że blisko stąd do Sandomierza, o którym Jarosław Iwaszkiewicz pisał kiedyś: “Miasto zapomniane”. Do czasu aż trafił tam Ojciec Mateusz…

&.Radomyśl – laboratorium architektury

Radomyśl nad Sanem jest dziś wsią, jednakże przez 350 lat był miastem. To wciąż widać w rozplanowaniu zabudowy. Również w architekturze, choć to bardziej zasługa miejscowych murarzy niż spuścizny dawnych dziejów. Otóż owi murarze, znakomici fachowcy, wykonywali według projektów architektów skomplikowane roboty przy budowie pałaców, kościołów i obiektów użyteczności publicznej w wielu miastach Galicji i Kongresówki. Potem nabyte umiejętności wykorzystywali przy wznoszeniu i dekorowaniu własnych domów. Dzięki temu w mało znanej miejscowości są dzieła godne większych ośrodków. Czasami kopiowali pewne wzory nie będąc świadomi ich znaczenia. Na jednym z domów jest np. znak masonów w postaci cyrkla. Dobra tradycja jest kontynuowana. Współcześnie postawiony kościół parafialny, reprezentujący postmodernizm zawiera tzw. westwerk – dawno zapomnianą konstrukcję przy wejściu do świątyni, charakterystyczną dla epoki przedromańskiej, romańskiej i niekiedy gotyckiej, jak w przypadku fary w Kołobrzegu.

&. Kościół z tabliczkami w Zaklikowie[R]

“Jak kościół cmentarny, to powinien mieć taki charakter” – tak pewnie ktoś kiedyś pomyślał i przybił pierwszą tabliczkę z nazwiskiem zmarłego. Było to jeszcze w okresie Powstania Styczniowego, ale tradycja przetrwała do dziś, choć tuż przed ostatnią wojną wszystkie tabliczki usunięto. Zaklikowska świątynia, wykonana z drewna modrzewiowego[ zdjęcie] pod koniec XVI wieku , pełniła krótko rolę kościoła parafialnego do czasu postawienia nowego murowanego pod wezwaniem Świętej Trójcy w 1608 roku. Dzisiaj jest tylko kaplicą cmentarną, odwiedzaną nie tylko w związku z pogrzebami. Zaglądają tu także turyści ciekawi takiej ekspozycji na ścianie.

&. Kamienne stodoły w Żarkach[ S].

Gdyby te stodoły były rozproszone jak to zwykle bywa, nikt nie zwracałby na nie uwagi. Ale tu w liczbie prawie 40 stoją obok siebie na wydzielonym obszarze.  Wykonano je z miejscowego kamienia i są w różnym stanie . Jedne ze szczelnym dachem i solidnymi ścianami, inne w półruinie. Powodem zebrania stodół w jednym miejscu były pożary nękające Żarki. Tutaj, zrobione z solidnego budulca, a nie z drewna jak poprzednio miały większą szansę na skuteczne przechowywanie zbiorów z pól. Jak łatwo zgadnąć chętnie zaglądają tu turyści. Ale nie tylko. Malowniczy zespół stodół odkryli też filmowcy. Kręcono tu m.inn. “Powrót wabiszczura” i “Młyn i krzyż”.

&. Zabytkowy wodowskaz w Zawichoście [ T]

Z młodości zapamiętałem codzienne komunikaty radiowe o stanie rzek w Polsce. Wśród kilku miejscowości padała informacja o poziomie wód Wisły w Zawichoście. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że odczytywano ją ze starego, przedwojennego wodowskazu. Okazuje się, że w Zawichoście notowano stan Wisły już na początku XIX wieku, ale tylko w przypadku rekordowych poziomów. Wraz z uruchomieniem żeglugi pasażerskiej parowcami znaczono go systematycznie, najpierw na ścianach spichlerzy, potem na kamiennym obelisku, aż wreszcie na obecnym wodowskazie z 1924 roku. Jednak współcześnie wysokość lustra wody odczytuje się z listew.

&.Kościół w Stopnicy[T]

W starszych kościołach z reguły liczba naw jest nieparzysta, gdyż zawsze jest nawa główna i ewentualnie boczne – dwie lub więcej, ale proporcjonalnie. W kościele w Stopnicy są tylko dwie nawy, co jest dużą rzadkością. Trudno orzec, dlatego tak zdecydowano, tak czy inaczej dwa filary dzielą wnętrze na dwie części. Tym samym świątynia ma charakter halowy, a nie bazylikowy. Stopnicka parafia chlubi się długim rodowodem sięgającym XI wieku. Początki obecnej fary to lata 1349 – 62, jednak oryginał w kolejnych wiekach ulegał uszkodzeniom i pożarom aż w czasach II wojny światowej popadł w ruinę. Odbudowano go według pierwotnych wzorów.

&. Kolegiata w Klimontowie. [T].

Jeżeli projektant klimontowskiej fary, Wawrzyniec Senes,  chciał zaskoczyć swym dziełem wszystkich wstępujących w jej progi to mu się całkowicie udało. Z zewnątrz jeszcze tego nic nie zapowiada, ale w środku… Nawa główna ma kształt elipsy, co burzy wyobrażenie wszystkich tradycjonalistów o wnętrzach kościołów katolickich. Zwłaszcza w Polsce, bo we Włoszech, skąd architekt czerpał inspirację przyjęto by to ze zrozumieniem. Skąd taka niezwykła świątynia na prowincji, w Ziemi Sandomierskiej?  Otóż w połowie XVII wieku kazał ją tu wybudować w swoich dobrach Jerzy Ossoliński wybitny polityk, którego wszystkich tytułów trudno tu wymienić. Po wizycie w słonecznej Italii zamarzył sobie coś oryginalnego i to otrzymał, ale nie cieszył się efektem zbyt długo. Zmarł w 1650 roku w momencie ukończenia prac budowlanych kościoła  i spoczął w jego krypcie.

&. Most na Bobrze pod Jelenią Górą[ D]

Na Dolnym Śląsku pełno jest imponujących budowli kolejowych, skonstruowanych jeszcze przez Niemców. Przykładem mogą być chociażby wiadukty w Lewinie Kłodzkim czy Wałbrzychu. Można popaść w kompleksy. Choć może niesłusznie. Pod Jelenią Górą, na linii Nr 311 Jelenia Góra – Jakuszyce znajduje się imponujący most kolejowy. Wybudowali go w latach 1951 – 54 polscy inżynierowie w miejscu wysadzonego przez hitlerowców kamiennego mostu z 1866 roku. Zupełnie inny od poprzednika: jest modernistyczny, smukły i wsparty na półkolistej podporze. Robi niesamowite wrażenie, zwłaszcza z dołu, choć i z góry osoby z lękiem wysokości mogą mieć problem z jego przejściem. Przerzucony jest nad głęboką doliną rzeczną i ma 33 metry wysokości. Ciekawostką jest że w 1961 roku kręcono tu film “Droga na zachód” w reżyserii Bohdana Poręby.

&. Kościół jako latarnia morska[ Z]

Chlubą Trzebiatowa jest gotycki kościół pod wezwaniem Macierzyństwa Najświętszej Marii Panny wybudowany w latach 1305 – 70. Jest ogromny. Jego wymiary u podstawy to 62 metry długości i 28 szerokości. Jednak najważniejsza jest wysokość wieży. Sięga aż 90 metrów w górę, co daje jej 14 miejsce wśród polskich świątyń. Dzięki tym rozmiarów, wieża służyła w średniowieczu jako latarnia morska, choć miasto leży 10 km od Bałtyku. Ponoć do dziś jest punktem orientacyjnym dla żeglarzy. W przeciwieństwie do innych kościołów ten trzebiatowski  nie został zniszczony podczas ostatniej wojny, a dźwięki wciąż wydaje dzwon z datą 1399 r.

&. Memento mori w Kartuzach[ G].

Kolegiata pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny  wybudowana na przełomie XIV i XV wieku  w kaszubskich Kartuzach jest z wielu względów świątynią niezwykłą. Widać to już z zewnątrz, gdyż dach ma kształt …trumny. A wewnątrz? W prezbiterium zachował się jedyny w Polsce kurdyban, czyli garbowana skóra  barwnie zdobiona malowidłami, tłoczeniami i złoceniami. Gotycki ołtarz przetrwał tylko w części, ale pięknie rzeźbione postacie w dalszym ciągu robią wielkie wrażenie. Do tego dochodzą barokowe stalle, okazały tron przeora z 1677 roku i cenne relikwiarze.

&. Kościół w Limanowej[ K]

Zanim zobaczyłem go na własne oczy, wielokrotnie oglądałem na fotografiach. Od razu wiedziałem, że ma w sobie to “coś” ,jak szczyt Matternhorn w Alpach, co można spuentować:  Jak się raz zobaczy, nigdy się nie zapomni. Świątynia powstała w trudnych latach, wystarczy spojrzeć na daty 1910 – 1918. Jak to się udało w warunkach wojennych nie mam pojęcia. Tak czy inaczej, projektant, Zdzisław Mączeński, stworzył dzieło wybitne, na wskroś oryginalne i niepowtarzalne. Formalnie świątynię określa się jako secesyjną, ale właściwsze określenie to eklektyzm, gdyż można tu dostrzec różne style, np. hełmy są barokowe, czy może poprawniej neobarokowe, co wskazuje jeszcze na związki z historyzmem. Kościół podniesiony do godności bazyliki mniejszej jest sanktuarium Matki Bolesnej z uznawaną za cudowną rzeźbą w typie piety.

&. Zagubione w czasie miasteczko na Wisłą[ C].

Najpierw zobaczyłem Nieszawę w filmie “Wiosna Panie sierżancie” w reżyserii Tadeusza Chmielewskiego z 1974 roku, ale nie wiedziałem, że to ona imiennie. Potem – bawiąc się w ustalanie plenerów filmowych[ patrz wpis poniżej] – już to ustaliłem, ale musiały mi wystarczyć fotografie. Aż wreszcie przejeżdżając przez Kujawy, zjechałem specjalnie z autostrady A1, by ją zobaczyć. I byłem oczarowany od pierwszych chwil, choć  wcześniej podświadomie obawiałem się, że z filmowego uroku sprzed czterdziestu lat niewiele zostało. Na szczęście nie. To jest nadal przeurocze miasteczko z tradycyjną zabudową[ zdjęcie], tym samym sennym rynkiem i malowniczym sąsiedztwem z Wisłą. Na miejscu odkryłem, że jest tu jeszcze gotycki kościół Świętej Jadwigi, klasztor Franciszkanów, w którym przebywał Maksymilian Kolbe i kiedyś mieszkał tu słynny pisarz Ferdynand Ossendowski.

&. Zaczarowany Czerwińsk[W].

To naprawdę piękne miasteczko. Piękne nie tylko okazałą bazyliką romańską, datowaną na XII wiek. Piękne również malowniczym położeniem nad środkową Wisłą, taką majestatyczną i szeroko rozlaną. Piękne także kolonią drewnianych domków[ zdjęcie], które przycupnęły bliżej rzeki, poniżej klasztoru kanoników regularnych. Z tym ostatnim stwierdzeniem nie wszyscy się z pewnością zgodzą, gdyż stan tych domostw nie zawsze jest zadawalający. Jednak w całości stanowią ciekawy relikt dawnej małomiasteczkowej zabudowy. Określenie “małomiasteczkowej” jest w przypadku Czerwińska jak najbardziej zasadne, gdyż mieszka tu ledwie 1000 osób. Chociaż tradycje miejskie sięgają przynajmniej XIV wieku.

&. Obronny kościół[ W].

Kościół w Brochowie w powiecie Sochaczewskim z daleka przyciąga uwagę swą obronną bryłą[ zdjęcie]. Według znawców reprezentuje mieszany styl  gotycko – manierystyczny, jednak zdecydowanie góruje tu gotyk. Świątynię wybudował na bazie wcześniejszej Jan Baptysta z Wenecji w latach 1551 – 61  na zlecenie Jana Brochowskiego. Trudno orzec dlaczego w tych spokojnych czasach, w środku przeżywającej szczyt potęgi i spokojnej I Rzeczypospolitej fundator zażyczył sobie budowli warownej. Może bał się sąsiadów ? Architekt postawił więc trzy baszty ze stanowiskami strzelniczymi, mury odpowiednio pogrubił, zaś całość ujął w cztery bastiony. Obronności sprzyjało też położenie nad Bzurą. Ciekawostką jest, że w aktach parafialnych przechowywana metryka chrztu Fryderyka Chopina spisana 23 kwietnia 1810 roku, a więc 2 miesiące po narodzinach.

                                                              Marek Marcola