Znane i nieznane miasta świata. Fascynacja czy zawód?

Jestem człowiekiem prowincji, ale miasta też lubię. Odwiedziłem ich dziesiątki na całym świecie, prawie wszystkie z tych największych i najsłynniejszych. Jakie pozostawiły we mnie wspomnienia? Czy nie okazały się przereklamowane? Niestety, często tak. Ale były też pozytywne zaskoczenia. Poniżej moje subiektywne opinie. Kolejność jest generalnie przypadkowa, poza pozycją Nr 1. To jest naprawdę Numer Jeden! W skali całego globu. Już chyba wszyscy wiedzą, o które miasto chodzi.

&. Nowy Jork. USA. [ Fascynacja+++].

Oczarowanie to za mało powiedziane. Zachwyt do kwadratu. Mówiąc szczerze przeczuwałem to. Do Nowego Jorku pojechałem całkiem niedawno, kiedy wszystkie inne metropolie mogące pretendować do tytułu “Stolicy świata” odwiedziłem. Ale mi w każdej nich czegoś brakowało. Dopiero największe miasto USA okazało się tym właściwym. Bywa zarazem fascynujące i banalne, piękne i brzydkie, dynamiczne i ospałe. Ale ma w sobie to COŚ. Przekazuje jakąś nieprawdopodobną moc, dodaje skrzydeł i każe patrzeć w życie z optymizmem. Najlepiej  ujął to Frank Sinatra w piosence “New York, New York”, trochę już starej, ale wciąż aktualnej. Jednak żadna opowieść o Nowym Jorku nie ma większego sensu na odległość . Tam trzeba po prostu być i samemu poczuć to miasto.

&. Waszyngton. USA. [Zawód].

O ile w Nowym Jorku miałbym co robić jeszcze przez tydzień czy miesiąc, o tyle w Waszyngtonie zacząłem się już nudzić po 3 godzinach. Spacer po National Mall rozpocząłem od Kapitolu, a skończyłem przy Białym Domu. Tym samym zobaczyłem to, co zawsze chciałem zobaczyć. Siedziba parlamentu USA jest wielka, monumentalna, odpowiednia dla władzy ustawodawczej światowego mocarstwa. Natomiast  White House? Raczej go sobie inaczej wyobrażałem, nie tyle architektonicznie, bo jest konstrukcją udaną, klasyczną, co lubię, ale całe otoczenie jakoś specjalnie nie przypadło mi do gustu. Ale to nic w porównaniu do reszty miasta. Niby wszystko w porządku: bogato i reprezentacyjnie[ zdjęcie], ale nic więcej. Żadnych specjalnych uczuć nie wzbudza. Podręcznikowa pospolitość.

 

&. Toronto. Kanada.[Fascynacja]

Czym mnie ujęło największe miasto Kanady? Chyba położeniem nad jeziorem Ontario, skąd roztacza się jego najlepsza panorama[ zdjęcie]. Jest na wskroś amerykańskie, a więc las wieżowców w środku i coraz mniejsze budynki im dalej od centrum, aż do domków jednorodzinnych. Prym pierwszeństwa w wysokości dzierży CN Tower wspinając się na 533 metry. Ponoć widok z góry sięga do 90 kilometrów, co do czego mam wątpliwości, ale  tak czy inaczej jest imponujący Co jeszcze spodobało mi się w tym mieście?. Ludzie. Według statystyk  najbardziej zróżnicowani etnicznie, a już na pewno bardzo dynamiczni.

&. Miasto Meksyk. Meksyk[ Zawód].

Może i to miasto nie jest aż tak brzydkie, ale też brak mu jakiegoś wyraźnego charakteru. W centrum przypomina Madryt[ zdjęcie], zaś na przedmieściach typowe biedne osiedla z o wiele uboższych krajów. Jest wprawdzie wyjątek, ale on wiosny nie czyni. Mowa o dzielnicy Coyoacán, gdzie kiedyś mieszkała Frida Kahlo, a także Lew Trocki. Tutaj stoją stylowe budynki, a mieszkańcy wydają się jacyś bardziej weseli i na luzie. No i pełno wszędzie artystów, a oni tworzą swoistą atmosferę. Aha,  jest jeszcze jeden plus:  stolica wygląda też dobrze z lotu ptaka, czyli z najwyższego budynku. Ale to za mało, by zmienić ocenę.

&. Managua. Nikaragua. [Zawód].

Trochę więcej sobie obiecywałem po Managui. Dotarłem do niej na koniec pobytu w Nikaragui, gdy już zobaczyłem dwa cudowne miasta, pełne zabytków, nastrojów, ciekawych ludzi: Granada i Leon. Łudziłem się, że stolica będzie choć trochę w ich typie. Nic z tego. Jest bez wyrazu, z kiepską architekturą i zabieganymi w ogólnym chaosie ludźmi. Często jest tak, że przynajmniej reprezentacyjne miejsca wyglądają lepiej i poprawiają nastrój zwiedzającemu. Nie tu. Z Placu Rewolucji, gdzie stoi Pałac Prezydencki oraz stara katedra[ zdjęcie] zniszczona przez trzęsienie ziemi, wieje pustką i beznadzieją.

&.La Paz. Boliwia.[ Fascynacja].

Wiele osób po wizycie w tym mieście może powiedzieć: No cóż, nic szczególnego”. Ale nie ja . Dla mnie La Paz, wprawdzie nie stolica, choć siedziba rządu, jest fascynującym miastem, głównie z racji położenia na wysokości od 3200 do 4100 metrów nad poziomem morza. Z tego powodu prestiż zamieszkania wygląda tu na odwrót: bogaci mieszkają niżej, a biedacy wyżej. Gdzie indziej zamożni chcą spoglądać na tych pozostałych z góry. W La Paz wolą mieć więcej tlenu do oddychania. Obie części łączy  sieć kolejek gondolowych. [ zdjęcie]. Ale to nie wszystko. Miasto ma całkiem przyjemną starówkę z zabytkowymi kościołami i stylowymi domami. I nader strome ulice. Nie zazdroszczę mieszkańcom po opadach śniegu. Tak, pada kilka razy w roku, jednorazowo nawet ok. 7 cm.

&. Buenos Aires Argentyna. [Zawód]

Odkąd pierwszy raz usłyszałem ponad 40 lat temu piosenkę zespołu “Maanam” wiedziałem, że chcę zobaczyć to miasto. Okazja nadarzyła się dopiero w 2018 roku, kiedy planowałem podróż dookoła świata. Tak ją ułożyłem, że przystanek wypadł właśnie w stolicy nad La Platą. I co zobaczyłem? Najbardziej europejskich mieszkańców i pozowanie na miasto europejskie[ zdjęcie], a poza tym szerokie ulice[ jedna najszersza na świecie!], kolonialne budynki, namiastkę Manhattanu i jeden z  najwspanialszych budynków operowych w skali globu. Szukałem “boskości” tego miasta, ale bezskutecznie. Natomiast znalazłem i spróbowałem najlepszej wołowiny, jaką kiedykolwiek  jadłem. Dobre i to.

 

&. Montevideo. Urugwaj. [ Fascynacja].

Montevideo leży po drugiej stronie estuarium względem Buenos Aires. Jeżeli chodzi o tempo życia jest przeciwieństwem argentyńskiej metropolii. Tu wszystko toczy się powoli i spokojnie, aż trudno uwierzyć, że miasto liczy sobie 1,3 miliona mieszkańców. Najlepiej odczuć to na starówce, prawdziwej postkolonialnej perełce z zabytkowymi kościołami, cytadelą, XIX wiecznym teatrem i 100 metrowym wieżowcem – ratuszem Palacio Salvo, wybudowanym w 1928 roku w stylu art deco[ zdjęcie]. Reszta dzielnic jest też nieprzytłaczająca i może się podobać, zwłaszcza jeżeli leżą blisko otwartych wód La Platy bądź Atlantyku.

&. Johannesburg. RPA. [Fascynacja ].

Czy mógł mnie oczarować Johannesburg, jedno z najbardziej niebezpiecznych miast świata, gdzie napady i zabójstwa są na porządku dziennym? Architekturą. Piękną modernistyczną zabudową, której pełno w centrum. Takie budynki można jeszcze zobaczyć w innych metropoliach na wszystkich kontynentach, ale na przemian  z nowszymi realizacjami, zgodnymi z aktualnym trendem. Tu w Joburgu jest wyłącznie późny modernizm z lat 70. i 80. XX wieku. Nie ma kolejnych stylów – postmodernizmu i neomodernizmu. Dlaczego? Kiedy po upadku apartheidu władzę przejęła czarna większość, przedsiębiorcy  wyprowadzili się ze śródmieścia na przedmieście i w dzielnicy Standton wybudowali nowe centrum finansowo – gospodarcze, typowe dla architektury XXI wieku. Zaś stary Johannesburg stał się takim skansenem, gdzie czas się zatrzymał kilkadziesiąt lat temu. Nie powiem, żeby to nie było na swój sposób fascynujące. Nigdzie na świecie nie zobaczy się czegoś takiego.

&. Addis Abeba. Etiopia. [ Fascynacja]

Prawdę mówiąc, Addis Abebą trudno się zachwycić. Jest chaotyczna w zabudowie i ruchu ulicznym, biedna i bardzo zaniedbana w niektórych miejscach. Nazywa ją się czasami największą wsią Afryki. Dlaczego więc dałem jej pozytywną ocenę? Za interesujące obiekty, jak dwie katedry pod wezwaniem Świętej Trójcy i Świętego Jerzego, pałac cesarza Hajle Selasje czy muzeum narodowe, gdzie są szczątki naszej pra… babki Lucy sprzed 3 milionów lat. Ponadto za malownicze położenie wysokogórskie sięgające aż do 3200 m n.p.m. I wreszcie za mieszkańców, innych niż gdzie indziej – kolorowo ubranych i otwartych na drugich. Na koniec mam jeszcze jeden argument za: AA jest stolicą Etiopii, kraju, który jest absolutnie najciekawszym spośród wszystkich odwiedzonych przeze mnie.

&. La Valetta. Malta. [ Fascynacja].

Valetta jest najbardziej na południe wysuniętą stolicą europejską. Właśnie ona, a nie Ateny, jak się powszechnie sądzi. To wielkie muzeum pod gołym niebem, gdzie jest 320 obiektów zabytkowych! Wśród nich są wspaniałe kościoły, pałace, zajazdy i forty. Do tego dochodzą liczne muzea z bezcennymi zbiorami. Miasto od morza otaczają potężne mury, nader malowniczo wyglądające[ zdjęcie]. Spacerowicz musi być gotowy na pokonywanie licznych schodów i wylania litrów potu na ich pokonanie, ale to niewielka cena za zwiedzenie tego niezwykłego miejsca. W obiegu jest język angielski, zresztą pamiątek po brytyjskiej kolonizacji jest więcej, m.inn. typowe londyńskie budki telefoniczne.

&. Mińsk. Białoruś. [ Fascynacja].

Chyba po raz kolejny dałem ocenę wbrew oczekiwaniom Czytelnika. Mińsk Białoruski na plus? Miasto zniszczone podczas ostatniej wojny w 83 % i odbudowane jako socrealistyczne ? Właśnie o to chodzi. O ten pogardzany styl, monumentalny, okraszony różnymi elementami zdobniczymi nawiązującymi do narodowej architektury. Miał świadczyć o sile władzy ludowej i być zrozumiały dla mas. U nas mamy pojedyncze przykłady, jak np. MDM w Warszawie czy Nowa Huta. W Mińsku całe śródmieście jest takie. I wcale to źle nie wygląda.  W tym stylizowanym na dawne otoczeniu trafiają się autentyczne zabytki, ocalałe, bądź odtworzone po wojnie. Niekiedy sąsiedztwo jest bardzo ciekawe, np. w pobliżu białego Domu Rządu – dawnej siedzibie Rady Najwyższej  Białoruskiej SRR –  z pomnikiem Lenina na przedzie[ zdjęcie] znajduje się kontrastowo czerwony kościół katolicki. I on bardziej rzuca się w oczy!

&. Warszawa. Polska. [Fascynacja].

Jeszcze 10 – 15 lat temu ta ocena byłaby zupełnie odmienna. Ale Warszawa zrobiła ogromny postęp i dziś może pretendować do miana zachodniej metropolii. Tak, wcale nie żartuję. Kilka lat temu z satysfakcją stwierdziłem, że nasza stolica prezentuje się bardziej światowo niż np. Montreal! Jak do tego doszło. Otóż władze państwowe zadbały o autostrady i drogi ekspresowe, a samorząd gorliwie zajął się komunikacją wewnętrzną oraz wyglądem i stanem ulic, placów i domów. Kiedyś z daleka jedyną dominantą był Pałac Kultury i Nauki, dziś przysłania go las wieżowców, przez co Warszawa ma coraz bardziej imponujący tzw. skyline, czyli obrys najwyższych budynków. Z perspektywą na ich dalszy rozwój w przeciwieństwie do innych europejskich stolic, gdzie nie pozwala na to stara zabudowa. Są wprawdzie miejsca pospolite, ale z drugiej strony pięknie zestarzało się odbudowane Stare Miasto i trafiło na listę UNESCO[ zdjęcie]. Warszawa da się lubić. I coraz bardziej podziwiać.

&. Nikozja. Cypr. [ Fascynacja i zawód]

Naprawdę nie wiem, co sądzić o całym, podzielonym mieście[ zdjęcie], dlatego napisałem w nagłówku zarówno fascynację, jak i zawód. To pierwsze odnosi się bardziej do tej północnej, czyli tureckiej części. Jest ciekawsza, z zabytkami, wąskim ulicami i całym tym, tak uwielbianym przez turystów, kolorytem lokalnym. Południe, czyli dzielnice greckie, jest jakby bogatsze, bardziej zadbane, jednak takie bez wyrazu. Znając walory Grecji moje oczekiwania były większe. Zawiodłem się.

&. Amman. Jordania. [ Zawód].

Dopóki nie zobaczyłem Biszkeku, Amman wydał mi się najbrzydszą stolicą, którą odwiedziłem. Kiepska architektura, zieleni jak na lekarstwo, brak jakiś wyraźnych obiektów, które by się z miastem kojarzyły. No może poza flagą umieszczoną na gigantycznym maszcie o wysokości  126 metrów. Podczas spaceru nie ma na czym zatrzymać wzroku, dookoła widać tylko okna klockowatych budynków. Wieje nudą. Natomiast na plus zapisać trzeba położenie na wzgórzach, co powoduje, że w niektórych miejscach można znaleźć całkiem fajne widoki.

&. Jerozolima. Izrael. [ Fascynacja].

Dla każdego wierzącego, obojętnie czy jest chrześcijaninem, muzułmaninem czy wyznawcą judaizmu – Jerozolima to miejsce szczególne. Nawet jeżeli trudno jest mu znaleźć miejsca naprawdę związane z daną religią. Bo przez to jedyne w swym rodzaju miasto przeszło tyle walców historii, że aż dziw, że jeszcze istnieje i wygląda na stare. Wystarczy zanurzyć się w starówkę, by łatwo poczuć dech tych wszystkich minionych stuleci i wydarzeń. Ale najlepsza jest panorama z Góry Oliwnej[ zdjęcie], choć Jezus Chrystus, który tu wielokrotnie bywał, widział co innego.

&. Bejrut. Liban. [ Fascynacja +]

Wątpię, czy gdziekolwiek na świecie jest bardziej uparte miasto. Tyle razy było niszczone w wyniku wojen, bombardowań, zamachów terrorystycznych  czy przypadkowego wybuchu jak w 2020 roku, a wciąż się odbudowuje i kwitnie. Co za wola życia jest w tych mieszkańcach! Są niezwykli jeszcze w jednej dziedzinie: tolerancji. Nie ma drugiego takiego arabskiego miasta, gdzie obok meczetów stałoby tak dużo kościołów chrześcijańskich[ zdjęcie]. Gdzie indziej jest walka, tu jest pokojowe współistnienie zapisane w konstytucji. Zgodnie z nią prezydentem ma być chrześcijanin, a premierem i przewodniczącym parlamentu muzułmanin, odpowiednio sunnita i szyita. Żeby nie było waśni. A że często jednak są to wina raczej obcych sił, które tu tak często mieszają. Miasto może się podobać, jest mieszanką kwartałów zabytkowych i nowoczesnych.

&. Teheran. Iran[ Zawód]

W Iranie jest sporo zabytkowych miast, których uroda aż zapiera dech w piersiach. Mam tu na myśli przede wszystkim Jazd, Sziraz czy Isfahan. Dlatego Teheran tak rozczarowuje. Wprawdzie są pojedyncze miejsca, jak np. pałac Golestan, które mogą się podobać, to jednak miasto generalnie jest mało atrakcyjne dla zwiedzających. I potwornie zatłoczone[ zdjęcie]. Niektóre przewodniki mówią nawet wprost, że jeżeli ominie się irańską stolicę, to niewiele się straci. Ja jednak nie jestem aż tak radykalny i nie żałuję, że tam się znalazłem. Ale zapamiętałem z Iranu całkiem coś innego.

&. Dubaj. ZEA. [ Zawód].

Jakoś nie miałem specjalnie chęci udać się do Emiratów, ale zimą 2020/21 w czasie pandemii nie bardzo było wyboru, więc pomyślałem: “A niech tam, przynajmniej będzie ciepło”. I było. A jaki okazał się tak wypromowany Dubaj? Całkiem przeciętny. Miasto jest ciągle w budowie, nadal wiele terenów jest niezabudowanych, a te , które już są jakoś mnie nie ujęły. Marina? Brak ducha. Pływa się statkiem wśród olśniewających wieżowców, niby jest ładnie, ale bez jakiś emocji. No i poza tym pocztówkowym Dubajem ze wszystkimi jego “naj”, jest jeszcze ten zwyczajny, i to dosłownie[ zdjęcie]. Natomiast pozytywnie zaskoczył mnie wieżowiec Burdż Chalifa, z bliska okazał się całkiem udaną konstrukcją.

&. Baku. Azerbejdżan. [ Fascynacja].

Spośród trzech stolic republik kaukaskich, najbardziej do gustu przypadło mi Baku, choć jeżeli chodzi o kraje tego regionu pierwsze miejsce przypada Armenii. Azerska stolica ma piękne położenie na brzegu Morza Kaspijskiego, ale to nie wszystko. O wartości decyduje zabudowa. I to jaka! Baku pełne jest wytwornej architektury secesyjnej, co jest pamiątką po niesamowitym bogactwie w czasie boomu naftowego 100 lat temu. Także dzisiaj budowniczowie starają się nadążać za światowymi trendami[ zdjęcie]. Ale to nie wszystko. Sercem miasta jest przeurocza starówka, otoczona murami i pełna zabytkowych obiektów. Można po niej łazić bez końca.

&. Nur – Sułtan. Kazachstan.[ Fascynacja+].

Miasto, które chyba przeżyło najwięcej zmian swej nazwy. Było Akmolińskiem, Celinogradem, Akmołą i jeszcze do niedawna – Astaną. W 2019 roku po raz kolejny nazwę zmieniono na Nur – Sułtan, teraz media donoszą, że prezydent chce, by stolica nazywała się znowu Astana. Ciekawe na jak długo? Nie zmienia to faktu, że kazachska stolica jest fascynująca. W obecnym kształcie wybudowano ją na stepie, obok dawnej zabudowy. I zrobiono coś naprawdę godnego uznania, poczynając od założenia urbanistycznego, a kończąc na pojedynczych budynkach[ zdjęcie]. Najlepiej widać to z wieży Bäjterek, niby niewysokiej, bo ledwo 105 metrowej, ale gwarantującej świetny widok na miasto i bezkresne stepy dookoła. Przyznam szczerze, że Nur – Sułtan[ choć jeszcze wtedy Astana], bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Spodziewałem się raczej pokazu złego smaku, a zobaczyłem kawał dobrej roboty z polotem.

&. Biszkek. Kirgistan.[ Zawód].

W mojej ocenie najbrzydsza stolica świata. Oczywiście uwzględniam te, które widziałem czyli niecałe dziewięćdziesiąt. Zatem może być gdzieś jeszcze gorzej. Czemu kirgiska stolica zawdzięcza ten mało chwalebny tytuł? Koszmarnej architekturze z absolutną dominacja szarych, postsowieckich budynków[ zdjęcie] Z tej wszechobecnej bylejakości wyłamuje się jedynie tzw. Biały Dom, czyli dość oryginalna siedziba prezydenta kraju, zresztą też wybudowana jeszcze za czasów ZSRR.  Nowego prawie nic nie widać. Na dodatek na dworcu kolejowym na peronie wciąż czeka Lenin, oczywiście kamienny.  Na plus należy zapisać dążenie do wolności mieszkańców Biszkeku, którzy poczynając od tulipanowej rewolucji z  2005 kilka razy sprzeciwiali się dyktatorskim zapędom władz. A w tamtym rejonie Azji wcale to nie jest takie powszechne.

&. Taszkent. Uzbekistan. [ Zawód].

Przed wyjazdem wiedziałem, że w Taszkencie jest jeden budynek zasługujący na uwagę, czyli hotel “Uzbekistan”. Po cichu liczyłem, że może coś jeszcze. Hotel okazał się rzeczywiście interesujący. Aby mieć więcej czasu, by mu się przyjrzeć, zamówiłem tam pokój. Nie była to jakaś rewelacja, ale sam budynek już tak. Wzniesiono go w latach 70. XX wieku w stylu modernistycznym, nadając bryle kształt lekko otwartej księgi. Największe wrażenie robią jednak okna przed którymi znajdują umieszczono tzw. łamacze światła. Efekt jest fenomenalny! A miasto? No cóż, po trzęsieniu ziemi w 1966 roku odbudowano je w pospiechu siłami wszystkich republik radzieckich. Niestety bez stylu[ zdjęcie].

&.Delhi. Indie. [Zawód]

Delhi to dziwne miasto. Nie jest całe stolicą, a jedynie jedna z jego dzielnic zwana New Delhi. Jest z nim tak, jak z całymi Indiami: można pokochać, albo znienawidzić. Pokochać za barwnie ubranych mieszkańców, orientalne zabytki, gwar i scenki uliczne. A znienawidzić? Też się coś znajdzie: chaos komunikacyjny[ zdjęcie], bieda, brud, hałas, smog. Co kto woli. Do tego trzeba dodać wszechobecny tłum, większy niż w Chinach, gdyż Indie, przy podobnej liczbie ludności, mają trzykrotnie mniejsza powierzchnię. Szanse na spokój i odosobnienie są tylko w pokoju hotelowym. Pod warunkiem, że ma szczelne okna…

&. Katmandu. Nepal. [ Fascynacja++]

Jakie to piękne miasto! Przede wszystkim wybornie położone, z widokiem na wysokie Himalaje. Wychodziłem na dach mojego hotelu i nie mogłem się napatrzyć na ich majestat. Ale ma też wnętrze. Takie klimatyczne, że człowiek ma wrażenie przebywania w innym wymiarze. Chodzi mi nie tylko o pyszną starówkę[ zdjęcie] lecz także pozornie zwykłe  ulice, gdzie dzieje się tyle wartego uwagi. Niestety, miasto uległo kilka lat temu trzęsieniu ziemi – i nie wiem, jak bardzo. Ponoć odbudowa przebiega sprawnie.

&.Szanghaj. Chiny.[ Zawód].

Szanghaj to największe miasto Chin. Może robić wrażenie, ale raczej w jednej dzielnicy – Pudong. To taki ichniejszy Manhattan, tyle że bez budynków, a zwłaszcza duszy oryginału. Rzecz jasna może się podobać – jest wysoko i kolorowo. Ale jedna dzielnica to za mało, by całe miasto uznać za fascynujące. Gdzie indziej nic szczególnego, niestety. Wszędzie pełno jest typowych dzielnic mieszkalnych, szarych, beznadziejnych i depresyjnych[ zdjęcie]. Również główna ulica, Nankijska, zaliczana do najsłynniejszych traktów handlowych świata, nie rzuciła mnie na kolana. Czego mi tam zabrakło? Stylu. Po prostu.

&. Jokohama. Japonia. [Fascynacja]

Co takiego spodobało mi się w Jokohamie? Piękna, ekspresyjna architektura modernistyczna.[ zdjęcie]. Miasto wydało mi się ciekawsze pod względem zabudowy od Tokio, które jest fascynujące z racji doskonałej komunikacji publicznej, ogromu, ruchliwych mieszkańców, całej otoczki cesarskiej, no i z widoku na Fudżijamę. W końcu to stolica. Zaś Jokohama – druga pod względem liczby ludności w kraju – wcale nie przytłacza swymi rozmiarami i ruchem oraz wyraźnie miała szczęście do wybitnych projektantów i architektów. W Tokio bywa z tym różnie.

&. Bangkok. Tajlandia.[ Fascynacja].

O ile Tajlandia podczas mojej drugiej wizyty jakby wyblakła, o tyle jej stolica znowu pokazała mi się w korzystnym świetle. Po raz pierwszy dotarłem do Bangkoku w 1997 roku i sam zwiedzałem miasto. Przeważnie płynąłem łódką hotelową po rzece Menam do centrum i tam włóczyłem się bez wyraźnego celu. Miasto oczarowało mnie! Nic dziwnego – to był mój pierwszy egzotyczny wyjazd. Ciekawość budziło wszystko: buddyjskie świątynie[ zdjęcie], azjatyccy mieszkańcy, i słońce świecące wprost nad głową. Drugi raz było mniej emocji, gdyż w tzw. międzyczasie odwiedziłem całkiem sporo “egzotyków”, ale fascynacja Bangkokiem pozostała. Zasługuje na więcej, niż tylko na “One night”, jak kiedyś śpiewał piosenkarz Murray Head.

&. Bandar Seri Begawan. Brunei. [ Zawód].

Można by oczekiwać więcej po stolicy państwa, które zajmuje 4 miejsce na liście najbogatszych w świecie. Spodziewałem się choć trochę finezji i smaku w tamtejszej architekturze. A zobaczyłem pospolitość[ zdjęcie]. Jednak nie wyjechałem całkiem rozczarowany. Okazało się, że spora część mieszkańców żyje nadal po staremu na zatoce w domach na palach.  Niektóre z nich połączono kładkami i mostami, na wodzie funkcjonowała szkoła, straż pożarna i policja. I to było naprawdę ciekawe.

&. Melbourne. Australia. [ Fascynacja+]

Spośród 5 największych miast Australii byłem w trzech –  Sydney, Perth i Melbourne. Które najbardziej wpadło mi w oko? To ostatnie. Bo? Bo ma oryginalną i spójną architekturę. Kiedy zaczęto tu stawiać pierwsze budynki w stylu modernistycznym, ktoś wpadł na pomysł, by trzymać się tego stylu uwzględniając jego mutacje. I w ten sposób powstał cały zespół zabudowy, powiązany ze sobą, choć czasami przeplata się ze starszymi obiektami[ zdjęcie]. Ponadto Melbourne ma w sobie jakiś dynamizm, czuje się od razu, że jest miejscem przyjaznym, przez co kilkakrotnie zdobywało tytuł “Najlepsze miasto do życia na świecie”.

&. Sydney. Australia. [ Zawód].

Ja wiem, że w Sydney są dwa  słynne na cały świat obiekty: opera i Harbour Bridge. Powiem brutalnie – opera z bliska sporo traci, zaś most … też lepiej wychodzi na reklamowych zdjęciach niż w rzeczywistości. Gdyby jeszcze właściwe miasto nie było tak pospolite[ zdjęcie], może nie odczułbym zawodu. Niestety, trudno się w nim doszukać jakichś wybitnych realizacji architektonicznych. No, może poza dworcem kolejowy Sydney Central, na który dowlokłem się z Melbourne po całodziennej jeździe. Ale to jednak za mało, by zmienić zdanie.

&. Auckland. Nowa Zelandia.[ Zawód]

Największe miasto Nowej Zelandii ma niezaprzeczalny plus – położenie między dwiema zatokami Pacyfiku. Najłatwiej to docenić z platformy widokowej Sky Tower. Wygląda imponująco. Niżej jest już gorzej. Powtarzalność i sztampa[ zdjęcie]. Zwyczajne anglosaskie miasto, które równie dobrze mogłoby leżeć w USA czy Kanadzie i wszędzie pasowałoby. Zabrakło mi jakiegoś własnego rytu, głębszego nawiązania do historii, kultury czy tradycji budowlanych. Żeby choć trochę odróżnić się od innych przeciętniaków.