Taksówką przez 6 kontynentów
Taxi to na ogół drogi środek lokomocji. Choć nie zawsze i wszędzie. Czasami to jedyny sposób, aby dotrzeć w zaplanowane miejsce. I na czas. Nieważne czy auto jest nowe czy stare, oznakowane czy nie, liczy się to, by kierowca był uczciwy i słowny. A z tym czasami bywa problem. Tego najuczciwszego spotkałem… w Warszawie.
&. Argentyna.
Po raz pierwszy w życiu zamówiłem dojazd z lotniska do hotelu. Liczyłem, że hotel wyśle po nas coś na kształt służbowej limuzyny, a tu przyjechało quasi taxi, ale bez oznakowania i jakiegokolwiek innego wyróżnika, np. logo hotelu. Dotarliśmy do Buenos Aires z Nowej Zelandii podczas podróży dookoła świata[ patrz wpis] i od razu zauważyliśmy różnicę. Kierowca zupełnie nie przejmował się zasadami bezpieczeństwa na drodze, np. liczył podczas jazdy pieniądze. Ale na szczęście w całości dowiózł nas na miejsce, czyli do centrum. A tam okazało się, że normalne taksówki też są w argentyńskiej stolicy[ fotografia].

&. Arabia Saudyjska.
Nawet się nie spodziewałem, że na stołecznym lotnisku może działać “mafia taksówkowa”, zdzierająca z nieświadomych pasażerów skórę. Naganiacz zażądał ode mnie 200 riali za kurs do miasta. Odmówiłem i za radą tubylca wsiadłem do zielonego taxi. I wygrałem, bo policzono mi tylko 120 riali.
&.Armenia
Po przylocie do Erywania rozglądam się za jakąś taksówką. Zaczepia mnie jakiś człowiek i proponuje kurs do miasta. Nie bardzo mam chęć, ale widzę, że licencjonowanych pojazdów nie ma. Zgadzam się. I dobrze trafiam. Mój szofer był przez pewien czas w Polsce i spełnia wszystkie moje zachcianki. Zatrzymuje się wszędzie tam, gdzie ja widzę coś ciekawego do sfotografowania[ fotografia]. Jedziemy najpierw pod granicę turecką na wprost od góry Ararat, potem do Eczmiadzyna i wreszcie do stolicy. Tam go zwalniam. Umawiamy się na kurs w góry Kaukaz. Przez okno z mojego pokoju widzę, że czeka na mnie już dużo wcześniej. Ostatniego dnia stoi pod hotelem już od rana i oferuje przejażdżkę po Erywaniu. Ale ja wolę pospacerować. Za to razem jedziemy na lotnisko. Z finansowego punktu widzenia obaj jesteśmy zadowolenia: ja niewiele zapłaciłem – on sporo zarobił.

&. Australia
W Perth w drodze na lotnisko, skąd odlatujemy do Auckland wybieramy miejską taksówkę z postoju. Trafia się taka typowo angielska . Wszystko się zgadza z londyńskim oryginałem od wyglądu z zewnątrz po wystrój w środku[ fotografia], no i kierownica jest po prawej stronie. A w Australii śmieszyło mnie już podczas pobytu za pierwszym razem to, że co jakiś czas przy drodze umieszczone są tablice z napisem, że w tym raju jeździ się po lewej. Rozumiem, że można o tym przypomnieć przy lotnisku, ale w głębi kraju?

&.Azerbejdżan
W Baku kursują też “londyńskie” taksówki, a kierują nimi przeuroczy, gościnni kierowcy. A może tylko ja na takiego trafiłem. Wziąłem go z postoju i poprosiłem, by mnie zawiózł gdzieś poza miasto. Gdy wracaliśmy miał miejsce nieplanowany przez mnie postój. Otóż szofer zatrzymał się wyciągnął termos i poczęstował mnie… herbatą. Kolejny taksiarz z pozoru był też przyjazny, ale zawiódł mnie totalnie, gdyż następnego dnia nie przyjechał na umówione spotkanie, by zawieźć mnie na lotnisko. Z kłopotu wyratował mnie dopiero recepcjonista. Zamówiona przez niego taksówka dostarczyła mnie na czas.

&.Gruzja
Z taksówkarzem, który wiezie mnie z lotniska do hotelu w Tbilisi umawiamy się na kurs przez osławioną Gruzińską Drogę Wojenną aż do miasta Kazbegi [ obecnie Stepancminda]. Okazuje się, że trasa jest przereklamowana, bez żadnych niebezpiecznych zakrętów. Ale gwarantuje bajeczne widoki. Moim głównym celem jest klasztor Świętej Trójcy położony na wysokości 2170 metrów. Zrazu wydaje się, że nasza Toyota dotrze na samo miejsce. Ale nic z tego – szybko grzęźnie w zaspie śniegowej – fotografia. Dalej idę pieszo, a kierowca czeka . W drodze powrotnej zatrzymamy się przy barze z tradycyjnymi pierogami zwanymi chinkali. Moim zdaniem są przereklamowane.

&. Kazachstan
Z kazachskiej stolicy, która chyba najczęściej w świecie zmieniała swa nazwę, biorę taxi, by pojechać poza miasto. Kierowca jest zdziwiony kierunkiem , ale jedzie. Choć, co parę minut dopytuje się czy daleko jeszcze. A ja każę mu się zatrzymać dopiero wtedy wtedy, gdy miasto schowa się za horyzontem. Wysiadam z auta i napawam się widokiem bezkresnego stepu- fotografia. Żałuję tylko, że nie ma zbyt dużego mrozu, ledwie trzydziestostopniowy, a taki zdarza się w Polsce. Liczyłem przynajmniej na 40. Robimy jeszcze kilka przystanków i ku zdziwieniu szofera wracamy do Astany. Przypuszczam, że jeszcze długo opowiadał znajomym, że wiózł pasażera, który nie wiedział, czego chce… Ja wiedziałem.

&.Kirgistan
Podobny schemat jak w innych krajach – taksi z lotniska do miasta, a jak się kierowca sprawdzi, to i gdzieś dalej. Z tym wybieramy się nad jezioro Issyk Kul, drugie najwyżej położone jezioro żeglowne, po Titicaca. Wprawdzie leży dwa razy niżej od tego drugiego, ale jest o wiele ładniej położone. Odległość od Biszkeku wynoszącą 126 kilometrów pokonujemy starym Audi – fotografia, niestety po drodze jest niewiele do zwiedzania. Kirgistan to kraj niemal zupełnie pozbawiony zabytków. Za to bardzo malowniczy, głównie dzięki górom Tien – szan. Ostatniego dnia kierowca namawia nas jeszcze na kurs do wysoko położonej przełęczy prowadzącej na południe. Leży ok. 3,5 tys. metrów nad poziom morza. Super!

&.Liban.
W hotelu w Bejrucie, w którym spędziliśmy z synem noc zaraz po przylocie z Cypru, zamawiam w recepcji taksówkę. Przyjeżdża zwykły samochód[ fotografia], bez oznakowania, ale z sympatycznym kierowcą. Za cały dzień jazdy ma zarobić 100 dolarów i na koniec mamy zostać zawiezieni na lotnisko, skąd wrócimy na wyspę Afrodyty. Najpierw jedziemy do centrum stolicy, potem do starożytnego Byblos. Głównym celem jest Annaya, gdzie mieszkał Ojciec Szarbel – mistyk, cudotwórca, święty. W drodze powrotnej wstępujemy na obiad[ pyszny, ale drogi] i na wieczór meldujemy się w stołecznym porcie lotniczym. Po latach oceniam go jako jeden z najpiękniejszych dni w moim podróżniczym zyciorysie.

&.Malezja
Z Singapuru jedziemy autobusem przez groblę do miasta Johor Bahru. Tam wynajmujemy taxi[ fotografia], żeby rozejrzeć się trochę po kraju. Jest wyraźnie biedniej[ według statystyk 4 razy], niż u południowego sąsiada, choć nie ubogo. Drogi są całkiem niezłe, domy również wyglądają solidnie. Dojeżdżamy na wybrzeże, gdzie jemy obiad w jednej z restauracji wybudowanej na palach. Roztacza się stamtąd doskonały widok na sąsiednie miasto – państwo. Pewnie wielu Malezyjczyków marzy o tym, by osiąść w nim na stałe.

&. Singapur.
To państwo o wielkości Warszawy zabiega o porządek. Mam wrażenie, że czasami na wyrost. Lubią organizować wszędzie kolejki, np. do restauracji i po taxi. Gdzie indziej ludzie spokojnie sami ogarniają te problemy, ale tutaj jakaś osoba porządkowa pilnuje tego. Przy lotnisku rzadko można podejść i zamówić kurs[ fotografia], na ogół ktoś czuwa, żeby nie było za łatwo… I to ma być według statystyk najlepsze lotnisko na wiecie.

&. W Tadżykistanie, podobnie jak i w sąsiednich krajach Azji Centralnej należy wystrzegać się “taksówkowych rekinów”. To cwaniacy oblegający dworce różnej maści, którzy bez pardonu atakują podróżnych. Za swe usługi żądają 4 – 5 razy wyższej ceny, niż faktycznie obowiązuje. A wystarczy zamówić taxi[ fotografia] przez aplikację i zamiast 15 USD wyda się 3! Za tę samą odległość.

&.Ukraina
Na początku nowego tysiąclecia wybieram się ze znajomymi Ukraińcami z Włodzimierza Wołyńskiego do Kijowa. Sporo chodzimy po mieście, ale w pewnym momencie zachodzi potrzeba, by podjechać taksówką. Jest ich pełno wokół z charakterystycznymi żółtymi pasami, ale ja upieram się przy starej Wołdze 21 – fotografia. To nią jeździli niegdyś dygnitarze ZSRR, a swego czasu miała w Polsce porywać dzieci. Jest z tym problem, bo jej produkcję zaprzestano 20 lat wcześniej. Wreszcie jest: wyeksploatowana i brudna, ale ze stylem.

&. USA
W Nowym Jorku udaje mi się odnaleźć dom, który zagrał w filmie “Śniadanie u Tiffanyego” . Nic się nie zmienił od ponad 60 lat! Dotarłem tam metrem. Ale na 5 Aleję pod najsłynniejszy na świecie sklep jubilerski dotarłem taksówką[ fotografia], podobnie jak Holly Golighytly. Tyle że ona podjechała wielkim amerykańskim krążownikiem szos, a mnie trafił się jakiś koreański maluch. To zgodne z tendencją ostatnich lat: w Europie samochody rosną, a za Oceanem – maleją.

&. Uzbekistan
Do Samarkandy docieram z Taszkentu pociągiem. Po zwiedzeniu miasta chcę się wybrać po okolicy taksówką. Biorę pierwszego z postoju i jedziemy w stronę gór, zatrzymując się co jakiś czas – fotografia. Rozmawiamy sobie o samochodach. Kiedy mówię, że w Polsce jeżdżę 140/h na autostradach, kierowca przygląda mi się z niedowierzaniem. On, na tych drogach maksymalnie wyciąga 110. Wydaje się być odpowiedzialnym człowiekiem, ale następnego dnia zawodzi mnie. Nie przyjeżdża po mnie do hotelu i na dworzec kolejowy docieram inną taksówką.

&. Wenezuela
Zwykle z archaicznym parkiem samochodowym kojarzy się Kuba. Ale w Wenezueli też pełno jest zabytkowych aut, tyle że młodszych niż kubańskie, bo z lat 70. i 80. XX wieku. To ślad po boomie naftowym, a wówczas to to masowo sprowadzano pojazdy z USA. Kiedy więc mamy zamiar pojechać taksówką do miasta wybieramy jeden z takich “krążowników szos”, które czekają pod hotelem – fotografia. Pierwszy raz jadę takim kolosem, w środku jest mnóstwo miejsca. Koszty? Tu jest zaskoczenie. O ile cena paliwa w Wenezueli w tamtym czasie wynosiła ledwie… 6 groszy za litr, kierowca zażyczył sobie całkiem pokaźną sumkę.

&. Polska
Jak wjeżdżamy z synem do Warszawy mamy jeszcze dobre 4 godziny zapasu do odlotu samolotu na Dominikanę. Aż tu nagle grzęźniemy w korku na ulicy Puławskiej. Zrazu jestem spokojny, ale wraz z upływem czasu zaczynam się coraz poważniej niepokoić. Kiedy wreszcie zostaje niewiele ponad godzinę wpadam w panikę i zjeżdżam w bok. Tam spotykam taxi. Proszę kierowcę, by jak najszybciej zawiózł nas na lotnisko. Ale co zrobić z samochodem? Na szczęście ma on jakichś znajomych w pobliżu i na ich podwórzu auto zostaje. Kluczyki daję taksówkarzowi, żeby można je było przestawić w razie potrzeby. Sobie znanymi drogami kierowca zawozi nas w ostatniej chwili do odprawy. Umawiamy się, że odbierze nas w drodze powrotnej. I czeka na nas po tygodniu. Wszystko jest w należytym porządku. A kierowcę mam wciąż w dobrej pamięci. Bez niego zostalibyśmy w Polsce.

&. Zambia
W tym godnym polecenia kraju z taksówek korzystałem kilkakrotnie, zarówno w stolicy, jak i mieście Livingstone. Zawsze na czas i wygodnie, żadnych tam pojazdów sprzed I wojny światowej, tylko nowoczesne i dobrze utrzymane[ fotografia]. Raz nawet pojechałem za granicę do Zimbabwe. Jeden taksówkarz dowiózł do granicy, drugi odebrał i pokazał , co jest interesującego w jego stronach. Piękna wycieczka. I niedroga.

&. Inne środki lokomocji.
Trudno je nazwać taksówkami, ale świadczą podobne usługi. Tu zamieszczam też różne oryginalne taksówki i ciekawostki z nimi związane.
*. Chiny
Państwo Środka bardzo szybko modernizuje się, ale tradycyjne riksze wciąż łatwo zobaczyć

*
*. Chiny
W Chinach dużo jest miast, które zasługują na miano “wenecji”. Ruch po “uliczkach” odbywa się na łodziach. Służą przede wszystkim turystom.

* Dominikana
Kiedy chcemy z synem dostać się z naszego hotelu do pobliskiego miasteczka okazuje się, że najlepszym sposobem jest wynajęcie mototaksi. Ładujemy się obaj na jeden pojazd i po kilku minutach jesteśmy u celu. Zauważyłem, że nie mają ograniczenia w liczbie pasażerów. Trójka za kierowcą też się zmieści. Z bagażem…

*Indie
O ile w Chinach rikszarz to zawód wymierający, to na Półwyspie Indyjskim trzyma się mocno.

* Indie Jak wygląda świat z perspektywy grzbietu słonia? W Indiach łatwo się o tym przekonać. W innych krajach Azji Południowej też.

*. Kambodża. Khmerowie używają riksz ciągniętych przez motocykle.

*Peru
Południowoamerykańska edycja azjatyckiego tuk – tuka

*. Japonia. No tutaj to jest po prostu pomysł na zarabianie pieniędzy. A przy okazji nawiązanie do tradycji. Odległej.

*. Indonezja. Tam, gdzie nie może wjechać autobus w ciasne uliczki, pasażerowie dowożeni są mniejszymi pojazdami.

* Maroko. Mówi się czasami, że “zagłębiem” Mercedesów jest Albania, ale również w Maroku ceni się tę niemiecką markę. Zwłaszcza w środowisku taksówkarzy.

*Etiopia. Łady w Etiopii? To pozostałość po socjalistycznych rządach Mengystu Haile Mariama oznaczających zbliżenie z Blokiem Wschodnim. W ich wyniku w kraju wybuchł głód.

* Wietnam. Riksze wożące głownie turystów w Hanoi. Ciekawe przeżycie w tamtejszym ruchu.

&. Meksyk.
Trójkołowiec w stolicy

&. Meksyk.
Transport dzieci na Jukatanie

&. Meksyk.
Zawsze myślałem, że najwięcej “Garbusów” jest Brazylii. Okazało się jednak, że drugą ojczyzną VW jest Meksyk. W Meridzie kursują takie taksówki – niewygodne, ale stylowe.

&. Ruanda
W Kigali aż roi się od motocykli na stołecznych ulicach. Większość z nich służy jako…taksówki. Jest ich ewidentnie za dużo. Przed moim hotelem, jak tylko się tam pojawiłem, od razu pojawiał się jakiś jednoślad. Nie skorzystałem.
