Na Półwyspie Arabskim [ 2021]

Port lotniczy w Dubaju to z reguły pierwszy kontakt przybyszy ze świata ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Zadbano więc o to, aby robił odpowiednie wrażenie. I robi. Rozmiarami, aranżacją wnętrz i przepychem. Choć mówiąc prawdę, mnie kiedyś najbardziej spodobało się lotnisko Changi w Singapurze.

Ale to dopiero początek. W Dubaju od lat władze starają się, by zgromadzić jak imponującą kolekcję ” naj”. Jest w niej np. najwyższy wieżowiec, najwyżej położona skrzynka pocztowa, najdroższy hotel czy chociażby niebywała flota samochodowa tutejszej policji, obejmująca Ferrari, Bugatti czy Lamborghini. Tylko po co takie auta w kraju, w którym kierowcy jeżdżą nad wyraz spokojnie i zgodnie z przepisami? Jeżeli mowa o samochodach, to jednak zdecydowana większość tutejszych pojazdów to zwykłe Toyoty, Mercedesy czy Ople.

Chyba każdy turysta już od pierwszych chwil swego pobytu w Dubaju wypatruje najwyższego wieżowca świata czyli Burdż Chalifa. I widać go w zasadzie zewsząd o ile nie… zasłaniają go inne budynki, a zwłaszcza drapacze chmur. A takich, które spełniają definicję, czyli mających minimum 150 metrów wysokości jest ponad 40. I to w mieście, które rozpoczęło wyścig w górę ledwie 20 lat temu. Z daleka Burdż Chalifa wygląda jak zwykła wieża telewizyjna. Dopiero z bliska można ocenić jego urodę i architektoniczną finezję projektanta, który zaproponował owalne kształty, zwężające się ku górze. Obiekt sięga 828 metrów, a więc wyżej, niż historycznie najwyższa budowla na Ziemi, którą był w latach 1974 – 1991 maszt w Konstantynowie zlokalizowany w geometrycznym środku Polski. Nasz rekordzista służył – dopóki nie runął na ziemię podczas prac remontowych – jako przekaźnik telewizyjny – zaś jego arabski następca  mieści biura, sklepy, mieszkania i hotel.

Co widać z najwyższego budynku świata? Paradoksalnie niewiele, gdyż z reguły jest słaba przejrzystość nasyconego piaskiem pustyni powietrza i  np. z tarasu widokowego z CN Tower w Toronto, który jest nieco niżej, roztacza się  rozleglejsza panorama. Wystarczy jednak, by dostrzec, że miasto Dubaj jest wciąż w budowie i dookoła jest jeszcze mnóstwo wolnych terenów inwestycyjnych. Rzeczą charakterystyczną jest też to, iż tutejsze wieżowce znajdują się bardzo blisko siebie, co pewnie można wytłumaczyć ceną gruntów, jak i chęcią uzyskania większego cienia.

Kolejnym kultowym budynkiem Dubaju jest Burdż Al Arab, który od 1999 roku służy jako hotel. Wnet okazało się, że … brakuje dla niego skali w typowej 5 – gwiazdkowej klasyfikacji i rozważano nawet dodanie tej szóstej. Rzecz jasna nie jest tani. Ceny za nocleg wahają się od 1300 do 24 tysięcy dolarów! W zamian otrzymuje się luksus z najwyższej półki. Dużym atutem tego ponad 300 – metrowego obiektu jest malownicze położenie na sztucznej wyspie wybudowanej na Zatoce Perskiej. Z lądu jest doskonale widoczny z wielu miejsc.

Dubaj to jednak nie tylko nowoczesność, kształtowana w różnych wymiarach od kilku dziesięcioleci. O dziwo, jest tu również starówka, w której najstarszym obiektem jest fort datowany na 1789 rok. Tuż przy nim rozciąga się kolonia o wiek młodszych domów mieszkalnych, ponad którymi wznoszą się oryginalne wieże wiatrowe. Dzięki wymuszeniu cyrkulacji powietrza dało się w nich spokojnie spać mimo wściekłego upału gdzie indziej.

Jak łatwo zgadnąć na super nowoczesny Dubaj ma doskonałą sieć dróg. A jak jest w innych emiratach? Też dobrze. Ogółem długość wszystkich autostrad  w Zjednoczonych Emiratach Arabskich wynosi 1400 kilometrów, co jest raczej wystarczające w kraju czterokrotnie mniejszym od Polski i pokrytym bezludną pustynią w 97 procentach. Rzeczą charakterystyczną na emirackich drogach jest respektowanie zasad ruchu drogowego, a zwłaszcza ograniczeń prędkości. Na pewno pomagają w tym wysokie mandaty i inne mało przyjemne kary.

Tymi wygodnymi drogami odwiedzamy po kolei jeszcze 5 emiratów, niestety poza tym największym, czyli Abu Dhabi, który zamknął się przed cudzoziemcami w obawie przed COVID 19. Ciekawostką jest to, iż ich terytorium przeważnie nie jest zintegrowane, tylko rozczłonkowane i porozrzucane w różnych miejscach. Mało tego. W emiracie Fudżajra znajduje się enklawa sąsiedniego państwa Omanu, w środku której jest kawałek należący do tegoż emiratu. Ten skomplikowany podział wynikł w trakcie tworzenia nowego państwa w 1971 roku, kiedy to poszczególne plemiona koczownicze deklarowały podległość poszczególnym szejkom lub sułtanowi Omanu.  Z punktu widzenia turysty najciekawszym z mijanych emiratów jest Fudżajra, rozłożony wzdłuż Oceanu Indyjskiego, dodatkowo z malowniczymi górami Hadżar.

Na uwagę zasługuje też emirat Szardża, rozłożony jakby plamami od Zatoki Perskiej aż po Ocean Indyjski. Jego stolica, miasto o takiej samej nazwie, leży w zasadzie na przedmieściach Dubaju, jednak to zupełnie inny świat. Po pierwsze budynki są tu o wiele niższe, zaś życie spokojniejsze i bliższe nakazom Koranu. Bez wątpienia najbardziej atrakcyjne są eksklawy emiratu, położone w części wschodniej kraju, jak np. sztuczny zbiornik wodny w pobliżu wsi Al Rafisah, gdzie tama zatrzymuje wody okresowej rzeki Wadi Shis.

 Z kolei emirat Adżman jest najmniejszy ze wszystkich, gdyż mierzy sobie zaledwie 460 km 2 i obejmuje miasto oraz dwie pustynne eksklawy z oazami. Miasto Adżman rozciąga się pomiędzy Dubajem i Szardżą wzdłuż Zatoki Perskiej. Warto się w nim zatrzymać, by obejrzeć XVIII wieczny fort, który został opuszczony dopiero w 1967 roku.

Jakie są naprawdę Emiraty i czy warto je odwiedzić? Na pewno tak. Z jednej strony – korzystając z owoców dynamicznego rozwoju cywilizacyjnego – można poczuć się jak w Europie, z drugiej to okazja by otrzeć się o świat arabski, wciąż jednak odmienny od zachodniego. A ciepło przez cały rok będzie dodatkową zachętą.

Marek Marcola